teraźniejszość



share

O tym jak miałcy ludzie przez ostatnie ćwierćwiecze sprawowali władzę w Polsce, świadczy również i to w jaki sposób władzę tracili i gdzie wylądowali po politycznej przygodzie. Pierwszym bankrutem był Lech Wałęsa, który w ciągu 5 lat z legendy, zresztą sztucznie i fałszywie wykreowanej, stał się kompletnym pośmiewiskiem. Gdy przegrał wybory prezydenckie próbował jeszcze wrócić do polityki, ale jego BBWR i przede wszystkim ponowny start w wyborach prezydenckich zakończyły się kompromitacją. Ostatecznie zajął się były prezydent i przywódca Solidarności komentowaniem na portalu dla gimnazjalistów wykop.pl i tam prowadzi ożywione dyskusje, które kończą się standardowymi ripostami „ból dupy”. Robię duży skrót, pomijam Balcerowicza, Suchocką, Bieleckiego i najbardziej śmiesznego Marcinkiewicza, by zająć się współczesnymi kompromitacjami. Wydawało się, że rozpaczliwa ucieczka Donalda Tuska pod spódnicę kanclerz Merkel będzie granicą żenady, którą ciężko przekroczyć.



share

Wiadomo, że z porównaniami trzeba bardzo uważać, ale wydaje się, że to porównanie trafia w punkt. WOŚP i Solidarność to wielkie fasady, za którymi, kosztem milionów, rozgrywały się i nadal rozgrywają brudne interesy kilku cwaniaków. Jeśli przyjąć, że Sierpień 80 to w mniejszym lub większym stopniu porozumienie ubeków z tajnymi współpracownikami, co więcej w dniu porozumienia przynajmniej dla jednej strony było jasne, że to przejściowa fikcja, to zapytam brutalnie: „Co świętować?”. Dzisiejsza wypowiedź Lecha Wałęsy, pseudonim operacyjny „Bolek”, jest tyleż sztampowa co bezczelna i na końcu pozbawiona sensu. Bolek, który nie pamięta, gdzie znajduje się fragment „legendarnego płotu” rzucił hasełkiem nawołującym do świętowania zwycięstw, a nie przelewu krwi. Fałsz na fałszu i rozpaczliwa próba budowania ideologicznej mitologii.



share

Z siermiężnego PRL wypłynął Mrożek na szerokie zachodnie wody i zamiast się podniecić wystawami butików, zamiast zbierać kolorowe puszki po napojach i stołować się w bistro, napisał „Tango” tęskniące za konserwatywnym porządkiem. Był rok 1964, za kilka lat miała wystrzelić moda na nową filozofię życia opartą na wolnym seksie, zatarciu wszelkich granic i norm społeczno-obyczajowych, budowaniu powszechnego spoufalenia i relatywizmu w 147 wcieleniach. Mrożek nie odnalazł się w tak pojmowanej „wolności”, czuł, że trafił na drugą stronę lustra wyprodukowanego w PRL-u, gdzie katalog idiotycznych zakazów zastąpił katalog niedorzecznych nakazów. Z kilkuletnim wyprzedzeniem napisał Mrożek satyrę na „ponowoczesność” trywializującą wszystko, co dotąd stanowiło opokę i co miało zostać zniesione przez ruch hipisowski.

Strony