tchórz



share

„Po co to inwektywy u poważnego publicysty?” Znacie to pytanie? Do mnie nijak nie pasuje, nie jestem poważnym publicystą i nie użyłem żadnych inwektyw, tylko cech charakteru, które u Tuska są niezmienne od lat i to właśnie te cechy prowadzą jego polityczną karierę, wraz z politycznymi upadkami. Jakby nie zaklinać rzeczywistości to naga prawda wygląda następująco. Przez cztery lata i Tusk i PO budowali mit rycerza na białym koniu, który po skończeniu kadencji „prezydenta Europy”, wróci do Polski i nie tylko wygra z Andrzejem Dudą, ale upokorzy Jarosława Kaczyńskiego i pogoni cały PiS. Było to od początku bardzo zabawne, biorąc pod uwagę, że ten sam "rycerz" uciekł z Polski i zostawił PO na lodzie, a sam wziął sakiewkę od Merkel i urządził się na bogato.



share

W jednym z tych filmów o największej i najtragiczniejszej zbrodni na świecie, która jako jedyna dorobiła się unikalnej nazwy, widziałem taką scenę. Łachmaniarz, zarośnięty, brudny, chudy jak kość, przygarbiony i wiadomo co się z nim za chwilę stanie, skazany na śmierć. To był skrzypek, wielki żydowski mistrz skrzypiec, potraktowany jak zwykły Żyd, nic niewarty Żyd. Niemcy, wówczas jeszcze Niemcy, nie naziści, zabawili się kosztem tego nic niewartego dla nich żydowskiego wirtuoza. Podarowali mu tyle życia ile był w stanie o życie zagrać. I Żyd grał, nie pamiętam jak długo, chyba zaczął w południe i skończył nad ranem, wtedy padła ostatnia nuta i strzał. Barbarzyństwo, zabić taki talent, ludzkość straciła tyle wzniosłych wrażeń, barbarzyńcy zabili muzykę.