tandeta



share

Powtarzający się scenariusz jest tak nudny, ze nikt mnie do żadnej roli nie wciągnie, nawet nie zamierzam statystować. Poseł z Nowoczesnej.pl dorabia sobie jako dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu, ale w czasach świetności tej sceny, nie załapałby się na suflera. Postawię sporo grosza, że niejakiego Krzysztofa Mieszkowskiego nie zna prawie nikt z komentujących dętą wrocławską aferę. Facet ma prawie 60 lat, zatem nie jest debiutantem, ludzie się o jego istnieniu dowiedzieli, bo zdjął stringi. Teatrem interesowałem się swego czasu namiętnie i z wrocławskich nazwisk doskonale pamiętam Grotowskiego, czy Tomaszewskiego, to byli artyści. Jeśli Krzysiek z Nowoczesnej.pl przez ostatnie 25 lat nie obił mi się o uszy, to znaczy, że z niego traki dyrektor teatru, jak ze mnie gwiazda porno. Niech sobie szokuje, tyle jego, taka rola polityka i pozbawionego talentu kabotyna. Z drugiej strony nie przesadzajmy z "olaboga świat się kończy".



share

Trzeba mieć niezwykły dar, by używać słów dla oddania rzeczy sedna, a nie po to, żeby intelektualnie wyglądało. W przemówieniu… wróć… w wykładzie Jarosława Kaczyńskiego w Poznaniu, tytułowa zbitka słowna, w pierwszym odbiorze, oczywiście wywołuje uśmiech, ale gdy się rozumie znaczenie słów, drugie odczucie to już „łał”. Dokładnie tak wygląda nasza rzeczywistość, która jest napędzana (determinowana) niemożnością (imposybilizmem) wykonania rzeczy najprostszych. Przez dłuższy czas w Polsce wszystkie przejazdy kolejowe, łącznie z tymi, które były odnawiane przy okazji remontów dróg, urywały samochodom zawieszenia. Za cholerę nie dało się dolać asfaltu w miejscu, gdzie w sposób naturalny powstawała różnica poziomów miedzy torami i drogą. Po 25 latach w końcu udało się jako tako ten problem rozwiązać, ale wszystkie pozostałe problemy nadal tkwią w przekonaniu „nie da się cholera”.



share

Ostatnie występy publiczne Jarka z Bielawy nie są dla mnie żadnym zaskoczeniem, a tych najlepszych dowcipów i tak nie przeskoczę, dlatego chciałbym zwrócić uwagę na zupełnie inny aspekt „wiochy”. Naturalnym jest, że w pierwszym odruchu człowiek się śmieje, łapie za głowę głośno krzyczy „o ja pi…ę”, jednak po jakimś czasie robi się naprawdę smutno. Światowiec z TVN24, Jarosław Kuźniar, bez najmniejszej żenady przyznał się, że jest zwykłym cwaniaczkiem, który bierze cudze i oddaje używane, w dodatku cała operacja ma miejsce nie w „DolczeKabana”, a w hipermarkecie porównywalnym z portugalską „Biedronką”. Jest słabo, ale do pełnego obrazu strasznie daleko. Parę dni wcześniej inna gwiazda, której nazwisko poznałem przy okazji i nie będę go rozpowszechniał, prowadziła wywiad ze znaną amerykańską aktorką Sigourney Weaver i popisała się skrajną ignorancją. Gwiazdeczka „salonów” wytrzeszczyła maślane oczy, gdy usłyszała o Jerzym Grotowskim.

Strony