tandeta



share

Ze wszystkich najbardziej irytujących rzeczy na świecie w pierwszej dziesiątce na pewno umieściłbym tandetę, którą coraz częściej z obozu PiS zalatuje. Niewielu ma ochotę albo i odwagę o tym wspominać, bo nazbyt sennie i pewnie się zrobiło, gdy regularnie radości dostarcza PO. Nie przeczę ubaw jest, ostatnio za sprawą Schetyny doznającego olśnienia i zapowiadającego powrót na łono konserwatywnych wartości. Szczególnie śmieszny w tej sekwencji "powrót", równie dobrze prostytutka może powrócić do dziewictwa. Właściwie w przypadku PO i ta analogia jest nieadekwatna, w końcu partia narodziła się z występku i bez cnoty. Fajnie się na męki wroga patrzy i komentuje, ale to wszystko są pocieszenia, bez wniosków wyciągniętych z cudzych błędów. Przez osiem lat PO jechała na jednym patencie, cokolwiek by się nie działo zawsze ktoś w tłumie krzyknął: „E, bez obaw, przyjdzie Donald i naprawi”.



share

Powtarzający się scenariusz jest tak nudny, ze nikt mnie do żadnej roli nie wciągnie, nawet nie zamierzam statystować. Poseł z Nowoczesnej.pl dorabia sobie jako dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu, ale w czasach świetności tej sceny, nie załapałby się na suflera. Postawię sporo grosza, że niejakiego Krzysztofa Mieszkowskiego nie zna prawie nikt z komentujących dętą wrocławską aferę. Facet ma prawie 60 lat, zatem nie jest debiutantem, ludzie się o jego istnieniu dowiedzieli, bo zdjął stringi. Teatrem interesowałem się swego czasu namiętnie i z wrocławskich nazwisk doskonale pamiętam Grotowskiego, czy Tomaszewskiego, to byli artyści. Jeśli Krzysiek z Nowoczesnej.pl przez ostatnie 25 lat nie obił mi się o uszy, to znaczy, że z niego traki dyrektor teatru, jak ze mnie gwiazda porno. Niech sobie szokuje, tyle jego, taka rola polityka i pozbawionego talentu kabotyna. Z drugiej strony nie przesadzajmy z "olaboga świat się kończy".



share

Trzeba mieć niezwykły dar, by używać słów dla oddania rzeczy sedna, a nie po to, żeby intelektualnie wyglądało. W przemówieniu… wróć… w wykładzie Jarosława Kaczyńskiego w Poznaniu, tytułowa zbitka słowna, w pierwszym odbiorze, oczywiście wywołuje uśmiech, ale gdy się rozumie znaczenie słów, drugie odczucie to już „łał”. Dokładnie tak wygląda nasza rzeczywistość, która jest napędzana (determinowana) niemożnością (imposybilizmem) wykonania rzeczy najprostszych. Przez dłuższy czas w Polsce wszystkie przejazdy kolejowe, łącznie z tymi, które były odnawiane przy okazji remontów dróg, urywały samochodom zawieszenia. Za cholerę nie dało się dolać asfaltu w miejscu, gdzie w sposób naturalny powstawała różnica poziomów miedzy torami i drogą. Po 25 latach w końcu udało się jako tako ten problem rozwiązać, ale wszystkie pozostałe problemy nadal tkwią w przekonaniu „nie da się cholera”.

Strony