szanse



share

Tak będzie, zobaczycie! Pozwoliłem sobie na mały żart, ale jak wiadomo w polityce, szczególnie polskiej, jakiekolwiek profetyczne diagnozy wybiegające w przyszłość dalej niż jeden dzień, zwykle kończą się dokładnie odwrotnie niż sobie analitycy zakładają. Nauczyłem się podchodzić do takich prognoz z dużą pokorą i dystansem, wszak sam niedawno pisałem, że czeka nas system dwupartyjny, ale skończyło się nowymi partiami w sejmie, ponieważ nie nikt nie przewidział, że Kukiz połączy się z PSL, a Schetyna wyrzuci „Lewicę” z Koalicji Europejskiej. Dlatego też do dzisiejszego felietonu też należy zachować dystans, chociaż prawdopodobieństwo realizacji narysowanego scenariusza uważam za duże.



share

Warto na krótką chwilę oderwać się od ocen politycznych i popatrzeć na wybory prezydenckie z perspektywy sportowej, intelektualnej, czy też estetycznej. Tyle wystarczy, aby zobaczyć, że mamy do czynienia z dwoma przeciwnościami. Po jednej stronie inteligentny, młody, elokwentny i fizycznie atrakcyjny Andrzej Duda, po drugiej zgnuśniały niezguła, senny i ociężały niedojda bez wąsa. Nie wierzę, że w to, że zwolennicy Komorowskiego nie widzą z kim mają do czynienia, muszą widzieć, ale polityczne otępienie i parę innych czynników decyduje o ich wyborach. Jeśli nawet pomyliłem się co do oceny i preferencji intelektualnych i estetycznych to z całą pewnością nie pomylę się w innej kwestii, decydującej o wszystkim. Komu w Polsce, a tym bardziej na świecie mogłoby zależeć na mądrym, bezkompromisowym prezydencie, który ślepo jest zapatrzony w polski interes i bezpieczeństwo?



share

Opozycja zgodnym głosem, a od dłuższego czasu również tabun komentatorów ubolewa nad nieudacznikiem Donaldem Tuskiem. Wprawdzie przyznają, że to nie on wzburzył ocean, ale na mostku kapitańskim się nie sprawdza. Czekają więc z zapartym tchem aż statek osiądzie na mieliźnie lub niebezpiecznie nabierze wody. Co prawda nie podejrzewam, aby marzyli o wywrotce czy spotkaniu z górą lodową i pójściu na dno, ale zmycie z pokładu załogi dostarczyłoby im dużo uciechy. Trudno na razie ocenić, czy kurs obrany przez załogę okaże się dla łajby zbawienny. Czy lepiej rokowałyby pomysły serwowane przez ekipę alternatywną, wspomaganą przez chór doradców. Porady życzliwych i nieżyczliwych zostały już rozebrane na czynniki pierwsze, więc nie będę się nimi tu zajmować. Także nie mam zamiaru po raz sto pięćdziesiąty siódmy analizować parametrów kursu wachty dzierżącej ster. Interesuje mnie natomiast zbadanie podłoża braku zaufania do kapitana.