szacunek



share

Takie nazwisko Arłukowicz, mówi komuś coś? Mnie od zawsze się kojarzy z przaśną komuną, ale też z pewną sceną. Wisi typ w kasku na linie, obwiązany i asekurowany ze wszystkich stron, pomimo tego trzęsie jak osika. Slapstickowa akcja miała miejsce przy okazji jakiegoś durnowatego „realityszoł” i na zawsze Arłukowicz będzie przerażonym asekurantem wykonującym tańce na linie dla poklasku. Na szczęście w POKO panuje przekonanie, że to nowy Macron, czy tam inny Obama, bo udało mu się w Szczecinie zdobyć 200 tysięcy głosów. Prawda, że proste wnioski wyciągnęli stratedzy „opozycji”?



share

Tak sobie nieskromnie myślę, że moja przewaga, czy jak kto woli „wartość dodana”, która wyróżnia mnie na tle pozostałych publicystów i felietonistów, to wcale nie talent. Najbardziej sobie cenię w „mojej osobie”… pracę fizyczną. Gwarantuję wszystkim gryzipiórkom, że po jednym dniu na budowie albo w warsztacie samochodowym nigdy w życiu nie wróciliby do filozoficznych rozpraw o wyższości pracy intelektualnej nad robotą fizyczną. Zresztą nie istnieje coś takiego jak ciężka praca intelektualna, może być trudna, wybitna, ale nie ciężka.



share

Nie ma lekko, jak się uchodzi za osobę publiczną to się ponosi koszty funkcjonowania w przestrzeni publicznej, no i właśnie dziś przyszedł rachunek. Święta, nie święta, pod rygorem umorzenia postępowania musiałem się stawić przed wymiarem sprawiedliwości. Mógłbym opisać o jaką sprawę chodzi, ale to jest w tej opowieści kompletnie nieistotne i tylko zaśmieciłoby treść z morałem. Za to powinienem napisać o jaki sąd i jakiego sędziego chodzi, bo to z kolei jest istotą całej historii, ale z uwagi na fakt, że jesteśmy członkiem Unii Europejskiej bacznie obserwowanym przez rozmaite „demokracje liberalne” i „wartości europejskie”, nie wyrządzę krzywdy sądowi i Sędziemu.

Strony