szacunek



share

Wybrzmiały wszystkie „sensacje” tygodnia, z komisją rodziny dla „Razem”, wicemarszałkiem Czarzastym i odstawieniem Chojny-Duch na boczny tor. Lekkim echem odbija się jeszcze „orędzie” marszałka senatu, ale trudno się dziwić, w Internecie trwa masowa produkcja memów i Tomasz Grodzki wystąpił już w roli papieża, Cezara i Bruce Lee. W takim pakiecie atrakcji ciężko się przebić z prawdziwymi sensacjami, a za takie z pewnością należy uznać tytułowe zachowania dwóch najbardziej znanych „sędziów”, niestety znanych z tego, co powinno dyskwalifikować każdego sędziego.



share

Takie nazwisko Arłukowicz, mówi komuś coś? Mnie od zawsze się kojarzy z przaśną komuną, ale też z pewną sceną. Wisi typ w kasku na linie, obwiązany i asekurowany ze wszystkich stron, pomimo tego trzęsie jak osika. Slapstickowa akcja miała miejsce przy okazji jakiegoś durnowatego „realityszoł” i na zawsze Arłukowicz będzie przerażonym asekurantem wykonującym tańce na linie dla poklasku. Na szczęście w POKO panuje przekonanie, że to nowy Macron, czy tam inny Obama, bo udało mu się w Szczecinie zdobyć 200 tysięcy głosów. Prawda, że proste wnioski wyciągnęli stratedzy „opozycji”?



share

Tak sobie nieskromnie myślę, że moja przewaga, czy jak kto woli „wartość dodana”, która wyróżnia mnie na tle pozostałych publicystów i felietonistów, to wcale nie talent. Najbardziej sobie cenię w „mojej osobie”… pracę fizyczną. Gwarantuję wszystkim gryzipiórkom, że po jednym dniu na budowie albo w warsztacie samochodowym nigdy w życiu nie wróciliby do filozoficznych rozpraw o wyższości pracy intelektualnej nad robotą fizyczną. Zresztą nie istnieje coś takiego jak ciężka praca intelektualna, może być trudna, wybitna, ale nie ciężka.

Strony