suwerenność



share

Skoro nie Michnik i nie Tusk, ale w końcu coś i ktoś oryginalny, to zdecydowanie Orban. W taki oto sposób zamierzam spełnić życzenia części Czytelników i chociaż trochę się przekomarzam, bo oczywiście o Tusku i Michniku pisać trzeba, choćby dlatego, żeby przypominać o istnieniu wroga, to za laudację dla Orbana biorę się z prawdziwą przyjemnością. Wystarczy mi jeden argument, aby obdarzyć Orbana szacunkiem. Nie ma dziś w Europie jednego polityka o takich mocarnych jajach, kiedyś próbował Václav Klaus, ale jemu pokazywanie jaj wychodziło jedynie w sferze poglądów, co też ma znaczenie, jednak nie takie jak czyny. Orban odziedziczył rządy po złodziejach i sprzedawczykach, którzy oddali niemal każdą węgierską cegłę w ręce byłych komunistów i obcych lichwiarzy. Z tego wyjściowego stanu dziadostwa i serwilizmu wyprowadził Węgry na drogę suwerenności i samostanowienia, co jest warunkiem podstawowym dla zbudowania jakiejkolwiek pomyślności.



share

Jaką siłę ma dziś PiS plus parę milionów Polaków nań głosujących? Zadam takie wakacyjne pytanie i spróbuję sobie na nie odpowiedzieć. Otóż po primo, nikogo w świecie polityki światowej zdominowanej przez USA, Rosję i UE nie interesuje los Polski, wyjaśnienie Katastrofy Smoleńskiej czy sprawiedliwość nad Wisłą. Trzeba sobie zdać sprawę z tego faktu, że jesteśmy sami i nasze poczucie sprawiedliwości nie ma siły przebicia przez zależności biznesowe rządzące światem. Krótkie zrywy narodowe nie zmieniają faktu, że za chwilę wszystko wraca do normy i stajemy się narodem niewolników zarządzanym tak aby zmaksymalizować zyski i wyprowadzić je poza kraj. Czemu służą te setki gadających głów w mediach, które starają się nam uzmysłowić jakie właśnie sukcesy odnosimy i jaka świetlana przyszłość jawi się przed Polską? Czasem mam wrażenie, że do Polskich mediów muszą wpływać poprzez reklamy czy innymi drogami potężne czeki aby dalej wytrwale pracowały na koszt zainteresowanych biznesów.



share

Jest taki program w telewizorze „Jak to leciało” czy jakoś tam. Ludzie pod wpływem kilku taktów muzyki mają sobie przypominać stare przeboje, jakieś fakty, sytuacje...
Zastanówmy się.
Czy po 40-stu latach nie będziemy sypać jak z rękawa, gdyby nas ktoś o to poprosił lub przymusił, dziesiątkami durnych sloganów reklamowych idiotycznych drobiazgów dnia codziennego, kretyńskimi zwrotami wymuszonymi przez jakieś rady kakofonii lub komisje etyki i zdrowia powszechnego? i czy w tym natłoku pierdół, nie będzie nam trudno doszukać się w pamięci naprawdę wartościowych chwil z naszego życia?
Kodujemy się śmieciem, półprawdą, podpaskami, przechodząc w pośpiechu do następnego barachła, które znajduje sobie miejsce w pamięci naszego dysku pomiędzy beretem, a górna szczęką.
W meandrach obumierającej pamięci na szaro ubranych komórek pozostaną najdłużej te najczęściej powtarzane, te najczęściej odbierane przez zmysł słuchu -

Strony