strategia



share

Kilka razy zwracałem uwagę na fakt, że mrzonki o końcu pandemii za sprawą „szczepionki”, to wielka i wyjątkowa naiwność. Zacznijmy od podstawowej rzeczy, jaką znamy z „pierwszej, „drugiej” i „trzeciej fali. Chyba wszyscy pamiętamy ożywione dyskusje na temat liczby testów, co zresztą trwa do dziś, dlatego nie ma najmniejszych wątpliwości, że w przypadku „szczepionki” będzie tak samo, tylko bardziej. Zakładając nawet, że to placebo, czy inny zajzajer uwarzony w siedem miesięcy, zostanie wprowadzony do sprzedaży, de facto bez żadnych badań klinicznych, to problem się nie skończy, ale dopiero zacznie. Nawet patologiczni kłamcy Niedzielski i Morawiecki mówią, że pierwsza partia to około 2 miliony „szczepionek”, co oznacza, że może przyjdzie milion.



share

Dotąd, ze względu wiele czynników i nie ukrywam, że jednym z nich jest szacunek dla Jarosława Kaczyńskiego, za to co dla Polski zrobił, nie pisałem o odpowiedzialności lidera PiS. Teraz przyszedł czas, aby oddzielić dobre od złego. Szacunek za przeszłość pozostaje szacunkiem, natomiast działania Kaczyńskiego od maja bieżącego roku nie tylko nie mogą cieszyć się szacunkiem, ale po prostu są nie do obrony. Nie wchodzę w szczegółowe kwestie ściśle polityczne, bo o nich pisałem wielokrotnie i całość się sprawdziła. W tej chwili de facto postępuje rozkład PiS i bez dwóch zdań katalizatorem procesu były decyzje szefa tej partii, który otoczył się miernymi doradcami i żyje w partyjnej Nibylandii. Jednak dziś chciałbym się skupić na „pandemii” i udziale Kaczyńskiego w tym szaleństwie.



share

Zdecydowana większość ludzi najpierw uruchamia emocje, dopiero potem mózg, ale to nie zawsze mam miejsce. Generalnie królują emocje i takie same wnioski są wyciągane po sensacyjnych wieściach. Donald Trump „zachorował” na modnego wirusa, stało się to może nie w finale, ale bardzo blisko finału kampanii. Co taka informacja może oznaczać? Po pierwsze zdarzyło się, każdemu może się zdarzyć, żeby daleko nie szukać św. Łukasz ewangelista był „pozytywny” wraz z rodziną i wszyscy „wyzdrowieli” w trzy dni. Po drugie mogło dojść do sabotażu, ktoś z ekipy Bidena nie zachował dystansu, nie zdezynfekował rąk i nie założył maseczki, po czym podstawił Trumpowi mikrofon i zdał pytanie. Po trzecie, to nie przypadek, tylko strategia wyborcza.

Strony