strach



share

Dosłownie dwa i ani jednego więcej, tak wyglądała Wigilia w moim domu, której nie da się porównać ze śniadaniem wielkanocnym z kwietnia i nie dlatego, że o różne święta chodzi. W kwietniu zdecydowana większość polskich rodzin poddała się barbarzyńskiemu zakazowi spotykania się na Święta. W kościołach świeciły pustki, ludzie autentycznie się bali pomoru, nakręcanego paranoicznymi zdjęciami ze słynnej włoskiej miejscowości, tak zohydzonej, że nie wymienię jej nazwy. Przyznaje szczerze i bez bicia, że na Wielkanoc niemal non stop gadaliśmy o „pandemii”, żeby jakoś wzajemnie się z tego obłędu wyciągać. Na drugi dzień miała przyjechać rodzina od strony Szanownej Małżonki, ale oni pochodzą z Wielkopolski i tam policja pilnowała, jak za okupacji, każdego samochodu wyjeżdżającego poza granice miasta. Ostatecznie nie przyjechali.



share

W marcu napisałem taki felieton, w którym śmiałem się do rozpuku z opozycji domagającej się, aby w Polsce jak najszybciej pojawił się modny wirus. Bieg wydarzeń jest na tyle dynamiczny, że ludzie o takich kuriozach zapominają, ale tak było, Szumowski na początku „pandemii” przyjął wybitnie ostrożną strategię, podejrzani byli „wymazywani” trzykrotnie i dopiero trzy pozytywne wyniki z rzędu oznaczały zakażenie. Polski pacjent zero to też odrębna i zabawna historia, przede wszystkim był na tyle uprzejmy, że poczekał, aż powstaną nowe zapisy w ustawie, a do szpitala zgłosił się według rozpisanej przez Ministerstwo Zdrowia instrukcji. Wspominam o tych dwóch, tragikomicznych zjawiskach, aby wskazać na jedną okoliczność.



share

Jakbym odpowiedział na pytanie młodej matki dwójki dzieci: „Panie Wielgucki, czy da mi pan gwarancję, że jak wyjdę na spacer z dziećmi do lasu, to nie zachorujemy i nie umrzemy na wirusa?”. Bardzo dobitnie: „Proszę Pani taką gwarancję jeszcze dwa tygodnie temu dawał Pani minister zdrowia i lekarz Szumowski, natomiast od mnie Pani usłyszy, że siedząc w domu z dziećmi ma Pani większe szanse zachorować i to na kilka chorób jednocześnie”. W jaki sposób działa strach? Przede wszystkim strach zabija racjonalność, a dalej to już sprężyna paranoi robi swoje. Ludzie nie chodzą na spacery do lasu nie dlatego, że to niebezpieczne, ale z zupełnie innego powodu, który tylko pozornie brzmi tak samo. Nie wychodzą, bo usłyszeli, że to niebezpieczne.

Strony