sprawiedliwość



share

Powiedziałem ?A?, znaczy skomentowałem dymisję ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego oraz oceniłem pobieżnie teoretycznych kandydatów na to stanowisko, to muszę koniecznie powiedzieć też ?B?, czyli opowiedzieć o moich spostrzeżeniach na temat mianowania Andrzeja Czumy.

Postanowiłem wszakże odczekać kilka dni przed sporządzeniem jakiegokolwiek komentarza. Wolałem najpierw upewnić się, że ?fakt medialny? stanie się suchym, zwykłym faktem. Następnie wypadało poczekać na mianowanie, bowiem kandydat to tylko kandydat ? jeszcze mógł się zmienić. Ostatecznie także musiałem dać szansę wypowiedzieć się samemu Andrzejowi Czumie na temat resortu, którym przyszło mu kierować oraz związanych z nim planów. Minął już prawie tydzień, minister Czuma jest już zaprzysiężony, zdążył udzielić kilku solidnych wywiadów i opowiedział o swoich priorytetach, w tym pomysłach na pierwsze działania. Mogę więc z czystym sumieniem przystąpić do pisania tego tekstu.



share

Mam taki dowcip niewysokich lotów. Wiecie co powstanie gdy pstrykniemy rodzinne zdjęcie działaczom PZPN? Bardzo niedokładny i intuicyjny portret pamięciowy. Ci ludzie nie mają twarzy, nikt nic nie wie, nikt nie pamięta, nikt nie zdawał sobie sprawy, dlatego nieustannie wymykają się wszelkim zarzutom, a nawet jeśli już mają zarzuty, to dostają stygmat w pakiecie do zbliżających się wyborów. Niejaki Zdzisław K. po prokuratorskich zarzutach straciłby wszystko w oczach towarzyszy z PZPN, gdyby usnuł się honorem i zrezygnował z misji resocjalizacji jednych złodziei przez innych złodziei. Ponieważ Zdzisław K. trwa w mocnym postanowieniu awansu, stał się dla towarzyszy Synem Bożym rodziny ?piłkarskiej?. A rodzina jest liczna, nie znajdziesz wśród gwiazd PZPN krewnego, który nie zaczerpnąłby etosu sportowego z błogosławionych czasów PRL.



share

Tyle raz już sobie obiecywałem, że nic sobie nie będę obiecywał i oczywiście sobie obiecałem. Obiecałem sobie rzecz z pozoru łatwą do dotrzymania, obiecałem sobie, że już nic mnie w kraju nad Wisłą nie zdziwi. Złamałem obietnicę tuż po jej złożeniu. Zobaczyłem Jerzego Urbana, który gadał jak ksiądz. Kto mógł to przewidzieć? Urban głoszący kazania? Mało tego, nie dość, że ksiądz, to jeszcze kombatant. Urban bronił emerytury Jaruzelskiego jak niepodległości, odśpiewał ?Barkę? w intencji starszych ludzi, którym odbiera się godność, a oni na Syberii byli i na wojnie. Urban położył się krzyżem przed siwym włosem bohaterów i pokropił święcona wodą liberalnego szatana.

Strony