spór o miedzę senatora Skorupy



share

Uwielbiam kuchnię polityczną, która jest całkowitym zaprzeczeniem medialnego bełkotu. Od czasu do czasu udaje mi się pozyskać wieści z tego tajnego miejsca, ale częściej procesy poznawcze mają charakter poszlakowy. Zdarza się też, że chociaż do kuchni nie ma wglądu, to specyficzne zapachy nie pozostawiają wątpliwości co lub kogo się akurat gotuje. Cały czas mamy na tapecie żałosny protest w sejmie i wszyscy się zastanawiają, jak z tego wyjść. Wszyscy oprócz Jarka Kaczyńskiego, który się nie zastanawia, tylko bawi opozycją. W każdej sytuacji kryzysowej, choćby miała cechy komedii, a właściwie szczególnie gdy ma takie cechy, jedynym rozwiązaniem jest tak zwane wyjście z twarzą. Rozróżniamy dwa rodzaje tej procedury, japoński i Fair Play.



share

Wiele się ostatnio mówiło o kulturze wypowiedzi, zresztą tak naprawdę nie przestaje się o tym mówić, bo co i rusz są powody do rozmów. Najświeższy powód w baranicy i z klubu PiS pozwał gazetę za to, że opublikowała brzydkie wyrazy autorstwa senatora. Brzydkie wyrazy? Tak właśnie, znów brzydkie wyrazy, a ja znów się nie mogę połapać dlaczego w TV i innych radiach gdy się cytuje „biznesmena” Sobiesiaka-Golfa, czy innego Skorupę-Byrcyna-Curusia, to się „wypipczywuje” kurwy i chuje, a nie to czego naprawdę przyzwoity człowiek nie powinien słyszeć. Mówię nie o takiej przyzwoitości, która jest kojarzona z moralnością, ale o przyzwoitości intelektualnej. Mnie nic nie bulwersuje, mnie śmieszy i poraża niezmiennie to, kto w tym biednym, bo ciągle poniewieranym kraju, robi pieniądze i karierę. I kto?