społeczeństwo



share

Zjawiska społeczne są powtarzalne, ale zmieniają kształt i potencjał, wielka rewolucja seksualna z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, to zaledwie preludium do tego, co się dzieje obecnie. W czasach hipisowskich można było mówić o rozpasaniu seksualnym, naiwnej, suflowanej przez ideologów, wizji równości, miłości i pokoju, ale ten ruch nie był agresywny. Hipisi wkładali kwiaty do luf karabinów, nie podpalali samochodów, nie demolowali sklepów. Ich interesował wyłącznie hedonizm, który z czasem przybrał formę karykatury, jak przy każdych ideologiach usiłujących w sposób sztuczny zmieniać naturę człowieka. Dziś wszelkiego rodzaju ruchy i ideologie „wolnościowe”, to jedna wielka agresja, w dodatku uświęcona „tolerancją”.



share

Żyjemy w czasie „kwarantanny” to wszyscy przesadzają, ale moja tytułowa teza niestety przesadą nie jest. W krótkim okresie czasu z ludźmi tak się porobiło, że za komuny było lepiej, no niestety. Jestem z tego pokolenia, które doskonale pomięta czasy PRL-u, trudno nie pamiętać, gdy się spędziło w tej zonie absurdu 19 lat. Mam przed oczami zjazdy KC PZPR, kiedy w TV nie było praktycznie nic innego poza relacjami z komunistycznych spektakli nie do przetrawienia. Receptą i odskocznią dla ludzi była „Wolna Europa”, taki paradoks, dziś się te wszystkie wartości europejskie kojarzą fatalnie, wówczas „Wolna Europa” konkurowała tylko z radiem „Luxemburg”, gdzie leciały wszystkie zakazane przeboje.



share

Złośliwi twierdzą, że najnowsza afera z udziałem Staszka Gawłowskiego, to akacja PO i Schetyny, która ma przykryć katastrofę o szumnej nazwie „Marsz Wolności”. Radio Szczecin podało, że w mieszkaniu należącym do Gawłowskiego funkcjonowała agencja towarzyska, czyli burdel po prostu. Żona Staszka zarzeka się, że to kłamstwo, a mieszkanie miała wynajmować jakaś pani z branży gastronomicznej. Ponieważ Internet nie zna litości, no to z miejsca doprecyzował branżę i tak z lokalu gastronomicznego powstała lodziarnia. Prawdę powiedziawszy nie dłubałem przy tej aferze w ogóle i nie wiem, jak było naprawdę, ale tak na intuicję i po groteskowym tłumaczeniu połowicy Staszka, w kościach czuję, że raczej o bar mleczny nie chodzi.

Strony