sondaże



share

Stara prawda głosi, że sondaże są po to, żeby ludzie wiedzieli jak głosować, a nie po to, żeby wiedzieć jak ludzie chcą głosować. Tytułem wcale nie zamierzam deprecjonować sondaży, które były i będą potężnym narzędziem wpływu, ale istnieją potężniejsze mechanizmy. Moda zdecydowanie bije na łeb każdy sondaż i z modą, w przeciwieństwie do sondaży, nie wygrasz. Tusk się skończył, ponieważ skończyła się moda na Tuska i jednocześnie skończyła się moda na gnojenie Kaczora. Z tych dwóch zjawisk nie należy wyciągać zbyt daleko idących wniosków, bo tak dobrze nie ma, że dawni zwolennicy mody na Tuska przerzucili się z modą na Kaczyńskiego. Sprawy wyglądają nieco inaczej, mianowicie Tusk się skończył, natomiast Kaczor nie został bożyszczem, tylko neutralnym jak „mała czarna”, czy garnitur. Na Tuska się czesało, ubierało, mówiło, haratało w gałę, Kaczor nie pasował do mody i siedział w kącie w swoim klasycznym i przez to mało atrakcyjnym odzieniu.



share

W szeregach partii opozycyjnej i wśród zwolenników, a także tych, którzy kolejny raz zamierzają postawić na mniejsze zło, zauważyłem pewną taką nieśmiałość, jakby wszystkim razem wziętym przyszło podpaski reklamować. Niby jest radość ze zmiany kierunku, ale z drugiej strony chuchania na zimne nie ma końca. I w zasadzie tak trzeba, bo stosunek talmudyczny do sondaży jest najbardziej wskazaną postawą, ale wymaga uporządkowania. Co innego mówić, co innego robić i jeszcze co innego konsumować. Na zewnątrz sondaże winny być punktem numer jeden, ponieważ nie od dziś wiadomo czemu podobne słupki służą. Sondaże nie pokazują na kogo chcą ludzie głosować, ale na kogo nie warto głosować i dlatego żadnego wyniku nie warto traktować poważnie. PO na sondażach przeleciało dwie kadencje, przesady w wynikach było tyle, że co bardziej umiarkowani działacze partii bez alternatywy krępowali się sukcesu na papierze.



share

 

Pierwsza debata prezydencka jest określana jako wczesne Święta Bożego Narodzenia dla tęskniących za prawdziwą Ameryką konserwatystów.  Obama był tak kiepski, że kilku obserwatorów zaczęło się zastanawiać czy to czasem nie jest jego jakaś nowa strategia... Zwolennicy Obamy są głęboko rozczarowani, konserwatyści nabierają entuzjazmu.

Aż 72% zapytanych  przyznało zwycięstwo Mittowi Romney, zaś zaledwie 20% Barackowi H. Obamie.  Według najnowszego sondażu PEW Reaserch Center, poparcie dla Romneya skoczyło do 49%, zaś dla Obamy wynosi 46%.  Jest to nowa jakość w grze o prezydenturę, widocznie oglądający przez 90 minut debatę Amerykanie w większym stopniu zaakceptowali Mitta Romneya, mimo oczerniania go artylerią płatnych ogłoszeń przez kampanię Obamy.

Strony