śmierć



share

Powielaniem argumentów, spostrzeżeń, powtarzaniem tych samych zdań umęczyłbym sam siebie, a co dopiero czytających. Napiszę inaczej, napiszę tak, że może się nie podobać, ale warto dwa razy się zastanowić, przed wyrażeniem oburzenia, ponieważ nie oburzać zamierzam, ale dotrzeć jakoś. Jest taki odział szpitalny we Wrocławiu, nazywa się onkologia dziecięca i jest taka Pani profesor, nazywa się Pani profesor Chybicka. Ten oddział szpitalny i ta Pani Profesor niemal w ciszy, co roku walczy z ministerstwem o chemię dla dzieci. Sytuacja powtarza się regularnie, czasami zbłądzi tam kamera, ale wtedy i tak materiał idzie między wiersze. Istnieją rzeczy, którym się da zapobiec, innym natomiast się nie da zapobiec. Nie da się zapobiec temu, że rozbijają się samoloty, autobusy, busy i samochody osobowe.



share

Odbieram telefon od rodziców. Rozmawiamy. Dzielimy się uwagami, problemami, sobą...
Nie potrafię sobie wyobrazić, że któregoś dnia ich zabraknie. Choć dla każdego z nas - mimo iż życie pisze nam różne scenariusze - koniec będzie podobny. Rodzimy się, żyjemy, umieramy, nie ma nas. I za każdym razem, nie ma na to zgody tych, którzy zostają, opłakują, pamiętają i będą kontynuować to nasze ziemskie dzieło, ten cud istnienia.

Wielu straciło wczoraj matkę, ojca, babcię, dziadka, syna, córkę. Długo by wyliczać...

Stracili tych, których kochali, z którymi byli szczególnie silnie związani.
My, Polacy, też staliśmy się przez to co się zdarzyło, jak sieroty. I to widać. Tak boleśnie, namacalnie. Rzeką płonących zniczy, łzami rozpaczy, emocjami tak wielu ludzi.



Strony