śmierć



share

Święta Wielkanocne odwołują się do zupełnie innej symboliki niż Boże Narodzenie, które większości Polaków kojarzy się z przyjemnościami, choinką, pierwszą gwiazdką, prezentami i nastrojem uroczystego wieczoru. Wielkanoc nie dostarcza takiej dziecięcej radości, zwłaszcza Wielki Tydzień to czas głębokiej zadumy, wręcz przygnębienia, aż do pierwszego dnia świąt. Naturalnie bronimy się przed wyrzeczeniami i obrazami przemocy, a śmierć już w ogóle nie chce się pomieścić w ludzkiej głowie. Pewnie dlatego w anegdotycznym pojedynku świąt, częściej wykazujemy wyższość Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy. Z wiekiem punkty odniesienia się zmieniają, coraz rzadziej myślimy o narodzinach, coraz częściej o śmierci, taki to nasz ludzki los. I to jest ta niedoceniana wyższość Świąt Wielkanocnych nad Świętami Bożego Narodzenia, którą dostrzegamy dopiero jako dojrzali ludzie.



share

Mniej lub bardziej znany mi staruszek był na bakier z Kościołem do tego stopnia, że nie poszedł nawet na Mszę Święta z okazji własnych Złotych Godów. Od kilku lat walczył z rakiem. W trakcie choroby przez chwilę nawet próbował pojednać się z Panem Bogiem, ale dość szybko porzucił ten zamiar. Od kilku tygodni codziennie odmawiałem w jego (i jeszcze jednej chorej osoby) dziesiątkę różańca.

Staruszek odszedł w tym tygodniu. Zmarł w nocy dzień wcześniej rozwiązując jeszcze krzyżówki.

Delikatnie mówiąc nie przepadał za miejscowym księdzem. Czy z wzajemnością? Nie mam pojęcia. Traf jednak chciał, że akurat w czasie śmierci parafianina proboszcz był na kilkudniowym wyjeździe.

Na pogrzebie oprócz licznej rodziny zjawiło się też sporo bliższych i dalszych znajomych. W tym autor tego tekstu. Spodziewałem się ogólnikowego kazania o nadziei po śmierci. Ksiądz "zastępczy" zaskoczył mnie już na wstępie.



share

Sprawa jest bardzo poważna i nie ma nic wspólnego ze wzbudzaniem taniej sensacji, łatwym poklaskiem, ani też transcendencją moralną dla ubogich. Życie i śmierć człowieka to dwie krańcowe wartości i z całą pewnością winno się do nich podchodzić z należytym szacunkiem, bo inne zachowania z wartościami nie licują. Cieszymy się z narodzin dziecka, płaczemy nad trumnami bliskich nam ludzi, bliskich nie tylko w znaczeniu pokrewieństwa. W tym zakresie nie mam ochoty niczego zmieniać, ponieważ nie jestem zainteresowany krzewieniem barbarzyństwa, natomiast muszę zweryfikować swoje dotychczasowe postawy, które wiążą się z wymuszonym szacunkiem dla marnego życia zakończonego wybitną śmiercią. Długi czas poddawałem się obyczajowi, niektórzy twierdzą, że katolickiemu nakazowi religijnemu, ale to nieprawda, nie istnieje obowiązek milczenia nad trumną zmarłego i nie ma obowiązku wygłaszać laudacji.

Strony