słowa



share

Publikując w Internecie niezwykle łatwo się ośmieszyć, ale na mnie ta groźba w najmniejszym stopniu nie działa, głownie dlatego, że śmieje się ze mnie zdecydowana większość. Niektórzy powiadają, że trzeba się nauczyć z tym żyć, założyć grubą skórę i tak dalej. Nic z tych rzeczy, kiedyś się przejmowałem takimi głupotami, dziś kompletnie nie mam żadnych hamulców przed pisaniem, tego co myślę i to chyba widać. Przepraszam za megalomańską inwokację, ale to celowy zabieg, bo chcę się odnieść do ważnych spraw. Żyjemy w takiej rzeczywistości, w której byle gówniarz potrafi wykpić każdą świętość i jeszcze pociągnie za sobą stada gówniarzy. Zdając sobie sprawę z realiów nie wolno się gówniarzom poddawać i należy śmiało mówić, co dla nas najważniejsze.



share

Ten powiedział to i przestał być z nami, tamten powie coś innego i stanie się nasz. Normalne tematy, nie unikam ich, ale zawsze staram się słuchać i myśleć jak w liceum na lekcji języka polskiego. Od paru dni sporo szumu wywołują słowa Bogusława Lindy i mam wrażenie, że chyba nikt tych konkretnych słów nie zrozumiał albo się z nimi w oryginale nie zapoznał. Do dziś należałem do drugiej grupy i żyłem w przekonaniu, że Lida dokopał Tuskowi. Nic z tych rzeczy, wystarczy wziąć szerszy kontekst wypowiedzi i przede wszystkim pytanie, które poprzedziło myśli wypowiedziane przez Lindę. Pisałem już o tym dramacie, o budowaniu nowego bohatera Polski Ludowej II, którym został Franz Maurer. Na „Festynie Woodstock” jeden z młodych, wykształconych przez PRLII, najpierw wyraził podziw dla filmu „Psy” i przede wszystkim niezłomnego esbeka Franza, dopiero potem aktor podzielił się swoim zdaniem. I co takiego powiedział?



share

Z pełnym spokojem obserwuję sobie zaklinanie deszczu, bo czy może być coś bardziej pocieszającego i pociesznego, niż obserwowanie leżących krzyżem wyznawców „Potęgi Słowa Prezesa”. Cała wiara i ostatnia nadzieja w tym, że Kaczyński coś powie i wtedy… znów będzie przepięknie, znów będzie normalnie. Liturgia tej wiary opiera się na nowatorskim założeniu, że słowo jest potężniejsze od czynu. Teologiem ani religioznawcą nie jestem, w każdym razie nie znam żadnej religii opartej na takim dogmacie, a nawet nie spotkałem się z sektą, która wierzyłaby, że słowo pokona czyn. Okazuje się jednak, że są grupy wyznaniowe nie mieszczące się w kategorii religijnej i sekciarskiej, ale tworzące zupełnie odrębny typ wierzeń. Każda wiara tym się różni od działania, że pozostawia w rękach opatrzności ludzkie losy. Wierzący w „Potęgę Słowa Prezesa” całkowicie zwierzają swoje życie Potężnemu Prezesowi, jedynemu bogowi, który jest i oby trwał wiecznie.

Strony