sezon ogórkowy



share

Wakacje można uznać za otwarte! Nie tylko dlatego, że faktycznie zakończył się rok szkolny, ale widać to w mediach, w polityce i w życiu społecznym. Żelazny pakiet tematów płynie w telewizjach i na portalach. Mamy statystki topielców, z uwzględnieniem tych po spożyciu napojów wyskokowych i tych skaczących na główkę do nieznanej wody. Z drugiej strony jest cała seria ostrzeżeń, żeby dużo pić, bo z upałami nie ma żartów. Codziennie mówi się o tym, aby w czasie upałów nie zostawiać dzieci i psów w samochodach, ciężko powiedzieć dlaczego akurat dzieci i psy stoją obok siebie w zestawieniu, a nie ma słowa o kotach, czy na przykład niepełnosprawnych.



share

Teoretycznie mamy sezon ogórkowy, czyli taki czas w mediach i w polityce, w którym rozpaczliwie szuka się tematów. W sezonie ogórkowym dziennikarze modlą się, żeby jakiś lew uciekł z ZOO albo chociaż krowa zaszła w ciążę z koniem. Czasami „dobry los” przynosi jakieś nieszczęście i wtedy się okazuje, że innych nieszczęść na świecie już nie ma. Tak się stało z pożarami, które weszły na top wydarzeń. Tymczasem rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, w Polsce nie ma żadnego sezonu ogórkowego, przeciwnie toczą się sprawy najwyższej wagi państwowej.



share

A nie mówiłem? Chciałoby się rzec i tak sobie na początku rzeknę. O taką rzecz chodzi, że Tusk się pośpieszył z TS dla Kaczora. Wyrwał się bezmyślnie jak zawsze, bo mu hindus powiedział, żeby SLD oskubać. Śmiał się z tęczowego jastrzębia i jak zwykle za papugę będzie robił, odskrzeczy i Ryśka ucałuje. Tylko jedno może go przed kolejnym populizmem w stylu Leppera powstrzymać. PO! W klubie wrze na dwa kotły, jedni chcą zabawy, ci mądrzejsi, którzy jak sądzę są w mniejszości, do głupszych dołączyć nie zamierzają. Ciekawe skutki uboczne, ale to taki tam szczegół, szczegółów nie brakuje. Inny drobiazg się wydarzył u mistrza mowy polskiej, niejakiego Bronisława, jak się upiera, Komorowskiego.