sejm



share

Zażartowałem sobie parę dni temu, że po głosowaniu w sejmie ustawa o podwyżkach dla polityków ugrzęźnie w senacie. Okazuje się, że człowiek żartuje, a Pan Bóg puenty nosi i dokładnie tak się dzieje. „Gazeta Wyborcza”, TVN i troll Tusk pogrozili palcem, masy wyborcze poszły za „pasterzami”, no i się narobiło bigosu. Opozycja cnoty nie straciła, bo to już dawno ma za sobą, ale wiele wskazuje, że rubla też nie zarobi. Senat w ramach refleksji ma ustawę odrzucić albo zmienić, tego jeszcze nie wiadomo, jednak problem polega na tym, że mleko się rozlało. Ludzie zobaczyli, co mieli zobaczyć i na długo ten obraz zapamiętają z tego prostego względu, że nic tak człowieka nie wkurza, jak kabza, która napychają sobie politycy. No i co teraz będzie, jak to się wszystko potoczy?



share

W polityce symbolika i obrazy mają większą wartość niż miliony słów, równie duże znaczenie ma kontrast. Gdy gołym okiem widać, że polityk bawi się kosztem obywatela albo jego działania mają się nijak do składanych obietnic lub co gorsze idą w zupełnie przeciwnym kierunku, to się zawsze krew gotuje. Wczoraj w błyskawicznym tempie i siłą większości konstytucyjnej, sejm podniósł sobie uposażenia, takie same przywileje nadano rządowi, Prezydentowi RP wraz z małżonką, no i oczywiście senatorom. Od lat toczy się dyskusja pomiędzy „populistami” i „racjonalistami”, czy podwyżki dla polityków są koniecznością, czy też wynagradzaniem darmozjadów? Jest to jeden z tych dyżurnych tematów, które są tak zwanymi samograjami i zawsze spotykają się ze skrajnym odbiorem. Tymczasem wystarczy zastosować proste kryterium, jakie wszyscy znamy ze szkoły i pracy.



share

Jarosław Kaczyński wbrew wszystkich bredniom o rzekomym szaleństwie i faszyzmie, zawsze i wszędzie podejmował decyzje racjonalne politycznie. Co więcej jest w tych decyzjach bardzo powtarzalny, z korektą na błędy, które zawsze się w polityce popełnia i uniknąć się nie da. Jeśli sobie na moment zamkniemy Internet, wyłączymy telewizory i odrzucimy gazety, to paradoksalnie łatwiej będzie w pamięci poszukać podobnej do obecnej sytuacji politycznej. Jest to oczywiście rok 2007 i chociaż nie ma tu bezpośredniej analogii, bo gołym okiem widać, że PiS jest w dużo lepszej sytuacji i ma problem tylko z jednym koalicjantem, to zasadnicze podobieństwa występują.

Strony