sejm



share

Nie wiem jak na innych wsiach, ale w moich okolicach jest takie powiedzenie, że co za dużo, to i świnia nie zje. Przesyt w każdej dziedzinie życia zawsze kończy się podobnie albo zbiera na wymioty albo człowiek odwraca głowę i ucieka do swoich zadań. Przewidywania po wyborze Jachiry, Hartwich i jeszcze kilku innych cudaków, choćby Senyszyn, były jednoznaczne. Wspomniane miały organizować żenujące spektakle w sejmie i tak też się dzieje, ale na niewielu to robi jakiekolwiek wrażenie. Jeśli już coś szczególnie rzuciło Polakom w oczy, to bardziej drzemki sejmowe starego socjaldemokraty Korwina, niż występy Iwony i reszty koleżanek.



share

Zmieniły się realia polityczne, na szczęście w niewielkim stopniu, bo utrata senatu przez PiS nie niesie większych konsekwencji niż brak komfortu rządzenia, a i pożytki przynosi liczne. Niemniej nie można pominąć samego faktu, z którego wynika szereg politycznych konsekwencji łatwych do przewidzenia. Za chwilę zacznie się spektakl pod tytułem: „Alternatywna władza senacka” i co za tym idzie wojna na modele demokracji, czy raczej wojna „demokracji” z „reżimem”. Pomijając wszelkie metafory i przenośnie sprawa jest banalna, POKO i reszta będą się starali udowadniać, że poszanowanie demokracji i konstytucji ma miejsce w senacie, natomiast sejm to „pisowski zamordyzm”.



share

Trzy razy się zastanawiałem, czy ten wielokrotnie złożony tytuł nie trąca grafomanią i czy nie razi stylem? Za każdym razem wniosek był taki sam, trąca i razi jak cholera, ale dokładnie tak mam być, bo taki jest obecny Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. Inaczej Bodnara zatytułować się nie da, a jak sama nazwa wskazuje, tytuł to dopiero wstęp do całości. Nie ma szczęścia Bodnar ani do krytyków, ani do zwolenników, wszyscy z niego się śmieją albo traktują instrumentalnie. Dwa dni temu dostał burę od Krystyny Pawłowicz, wczoraj gadał do pustej sali sejmowej o tym, co zawsze: „tęczowa zaraza”, „kasta”, „imigranci”, „konstytucja”.

Strony