sędziowie



share

Dokładnie nie pamiętam, ale chyba radziecki agent Kwaśniewski na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku powiedział o „Solidarności” mniej więcej coś takiego: „Dajcie im rządzić, niech ludzie zobaczą, a jeszcze za nami zatęsknią”. W tej prognozie nie ma niczego nowego, to jest wręcz reguła, której podlegają prawie wszystkie zjawiska, grupy społeczne i poszczególne jednostki działające w oficjalnym „umundurowaniu”. Jakieś 30 lat temu większość Polaków zapewne była święcie przekonana, że na przykład taki Olbrychski, czy Janda, to są ludzie z innego świata, z innej planety, nadludzie nie puszczający bąków, mówiący językiem Mickiewicza i mądrzejsi od greckiej bogini Ateny.



share

Schemat wygląda mniej więcej tak, zapada jakiś idiotyczny wyrok, bez żadnego umocowania w prawie albo i wbrew prawu. W następnym kroku „eksperci” mówią o niezależności sądów i zakazują komentowania prawomocnych wyroków, a „zwykli ludzie” rzucają inwektywami w stronę „bandytów”. Całość trwa dwa, trzy dni, czasami zapada na dłużej w pamięci i jest okazjonalnie odkurzane. Potem cykl znów się powtarza i tak w kółko od X lat. Na tle tego rytuału powtarza się jedno pytanie i jedno diagnoza. Kiedy z tym zrobimy porządek? – tak brzmi pytanie. Wszyscy won – tak brzmi diagnoza.



share

W publicznych i prywatnych wypowiedziach dałem najnowszej aferze góra dwa tygodnie, jak widać pomyliłem się o tydzień i już jest po zabawie w „państwo totalitarne”. Przede wszystkim skończyły się nadzieje na dymisję Ziobry, która nie mogła się zdarzyć z wielu powodów, tak oczywistych, że szkoda przy niedzieli sobie i ludziom szczegółami głowę zawracać. Po aferze z Kuchcińskim, zupełnie innej i wbrew pozorom zdecydowanie bardziej czytelnej dla wyborców, opozycja i ich media poczuły krew. Gdy się przyjrzeć metodzie działania, to te dwie sprawy były rozprowadzane niemal bliźniaczo.

Strony