sędzia



share

Nie ma lekko, jak się uchodzi za osobę publiczną to się ponosi koszty funkcjonowania w przestrzeni publicznej, no i właśnie dziś przyszedł rachunek. Święta, nie święta, pod rygorem umorzenia postępowania musiałem się stawić przed wymiarem sprawiedliwości. Mógłbym opisać o jaką sprawę chodzi, ale to jest w tej opowieści kompletnie nieistotne i tylko zaśmieciłoby treść z morałem. Za to powinienem napisać o jaki sąd i jakiego sędziego chodzi, bo to z kolei jest istotą całej historii, ale z uwagi na fakt, że jesteśmy członkiem Unii Europejskiej bacznie obserwowanym przez rozmaite „demokracje liberalne” i „wartości europejskie”, nie wyrządzę krzywdy sądowi i Sędziemu.



share

Tytuł z cyklu trochę żartem, trochę serio i chyba powinienem dodać „były” kolega został sędzią Izby Dyscyplinarnej. Adam Tomczyński, kiedyś sędzia rejonowy i działacz PZPN, potem radca prawny, komentator prawej strony, wreszcie wykładowca i doktor prawa wszedł na szczyt. Od wczoraj tylko dla kolegów Adam, a dla nas maluczkich Pan doktor Adam Tomczyński, sędzia Sądu Najwyższego. Kto ma konto na Twitterze ten poznaje tę charakterystyczną konwencję, w jakiej z byłym kolegą i teraz poważnym sędzią się poruszaliśmy, kto nie ma, temu jestem winien wyjaśnienie, że sarkazm i dystans królował w wymianie zdań.



share

Dziś niejaki Tuleya, dobrze znany błazen przebrany za sędziego, wydał postanowienie w sprawie umorzenia postępowania przez prokuraturę. Na początek i w przeciwieństwie do Tuleyi, warto się zapoznać z czymś, co nazywa się stanem faktycznym. Sprawa dotyczy „ciamajdanu”, który rozpoczął się od blokowania mównicy sejmowej przez najdurniejszą na świecie opozycję. Cały cyrk wystartował w połowie grudnia i zakończył się dopiero po nowym roku. Dokładnie w tym okresie powstało wiele legend i anegdot politycznych, które warte są podkreślenie, bo uwypuklają paranoję.

Strony