Schetyna



share

Jeden z mentorów peerelowskiej bohemy, wysmarował w swoim sraczu najnowsze napisy. Obsmarował artysta ściany i „organa konstytucyjne”. Wyszło z tego jak zwykle trochę przaśnej zabawy, która w zupełności wystarczy do zaspokojenia gustów aktorów reklamujących produkty Biedronki i dyrektorów teatrów debiutujących na „fejsie”. Lada dzień nada się tym bździnom rangę gombrowiczowską lub porówna z innym „Cricot 2”, ale póki co kawał niezłej zabawy i na całkiem niezłym poziomie możemy sobie poobserwować już dziś. Napisy w sraczu żydowskiego satyra miały ilustrować dialog między trzema politykami: Schetyną, Tuskiem i Kwaśniewskim. Wypowiedzi mężów z klanu natychmiast stały się przedmiotem szerokich analiz. Lud się podzielił na dwie grupy analityczne, pierwsza od razu wyczuła, że żydowski satyr robi sobie jaja, druga poważnie zaczęła się zastanawiać nad autentycznością dialogów.



share

Scenariusz stypy pisany przez całą Polskę różnił się od występu takimi detalami, że fizycy kwantowi mają materiał treningowy. Przed stypą piałem, że będzie to wydarzenie bez znaczenia i padnie po trzech dniach, dziś już można przybić pieczęć do wczorajszej diagnozy. Koniec, zupełny, absolutny, bezwzględny koniec i tylko w ostatniej chwili ugryzłem się w język, by nie powtórzyć naiwnej frazy aktorki Szczepkowski: „Szanowni Państwo skończył się…”. Szczepkowska nie wiedziała co mówi, natomiast marny los Tuska każdy mógł sobie obejrzeć na ekranie, więcej fajerwerków nie będzie, stypa zakończyła karierę pięknoducha, który tym się różni od pierwszego czarnego pajacyka zza oceanu, że treści z telepromptera wykuł na pamięć. Na samym wstępie mowy pogrzebowej, nieboszczyk uprzedził, że wielkich atrakcji nie należy się spodziewać, ot zwyczajny „event”, na którym coś trzeba powiedzieć, chociaż wiadomo, że nieboszczyk aniołkiem nie był i ledwie się na cmentarz załapał.



share

Interesująca jest ta krwawa zabawa Schetyny i Tuska, przynajmniej mnie interesuje, bo to mięso polityczne. Schetyna przyjął optymalną strategię, chciał zająć jak najwyższe stanowisko i jak najdalej od Tuska, w dodatku wymarzył sobie, że umyje ręce od tego co robi szef, a gdy będzie miał ochotę zaznaczy własną odrębną władzę. Patrząc na minę Schetyny w trakcie ogłaszania wyników wyborów było jasne, że oczekiwał czegoś innego, ale stało się jak się stało, potem stało się jeszcze gorzej, Tusk nigdy nie miał tak silnej pozycji w partii i skorzystał skrzętnie z tego co sobie wypracował. Schetyna został upokorzony w pierwszych ruchach, a kolejne mają dopełnić procesu. Łatwo sobie mówić i być może tak samo lekko da się doradzić, ale kusi mnie pewna rada.

Strony