Schetyna



share

Dzisiaj możemy odpowiedzieć sobie na szereg kluczowych pytań, które do wczoraj były zagadką. Nie Tusk, nie Sienkiewicz i w ogóle nie przenajświętsza PO, ale Seremet beknie za cały blamaż. Latkowski nie ma więcej taśm lub kazano mu powiedzieć, że ich nie ma. To, co „Wprost” wrzucił na początku miało moc, to co wrzucił i będzie wrzucał za chwilę, przyniesie dokładnie odwrotny efekt – znudzenie i zamęczenie tematu. Sakramentalne pytanie, kto to zrobił, lada dzień znajdzie odpowiedź. Wrogie siły zagrażające stabilizacji państwa, które służą obcym służbom niedemokratycznych państw wspierane przez opozycję. Słowem mamy gwałtowny zwrot akcji. Zawsze powtarzam, że w Polsce nr III nie da się niczego kategorycznie stwierdzić, ponieważ tutaj wszystko działa w chaosie i zależy od przypadku. Niestety sam nie słucham swoich dobrych rad i tak, jak większość wyczekująca przynajmniej tej małej satysfakcji w postaci widoku Tuska na szafocie, daję się ponieść emocjom.



share

Coś się nie zgadza? Moim zdaniem, co do przecinka się zgodziło. Z wystąpienia Tuska, poza smrodem ciągnącym się po nieskończonym pojedynku ze Schetyną, nie pozostało nic. A to dopiero początek, bo niech sobie weźmie zimny prysznic każda rozpalona głowa, która sądzi, że myśli o końcu Schetyny. Nie ma żadnego końca wojny ze Schetyną, trzeba było go zabić, ale nie popełnić najgłupszy błąd, czyli ciężko ranić. Grzesiek walczy nie tylko o jakiś tam polityczny stołek, on ma do wygrania lub przegrania znacznie więcej. Słynne słowa, że w biznesie robi się małe pieniądze, a prawdziwa kasa jest w polityce, są słowami Schetyny. Nim się w ogóle zacząłem interesować polityką pracowałem we Wrocławiu, w takiej klasycznej firmie drugiego pokolenia dawnych notabli PRL. Pracownicy w tej firmie byli normalni, właściciele wiadomo jacy. Na jednej z przerw śniadaniowych, przy okazji rozmowy o powstającej właśnie sile politycznej nazywanej PO, padło hasło Schetyna.



share

Wy, którzy chcecie coś wiedzieć o egzekutywie PO porzućcie pierdoły! Konwencja PO miała wiele zabawnych fragmentów, chociaż padały dowcipy dla prawdziwych koneserów, trzeba lubić smażoną szarańczę i oczy krokodyla w galarecie, żeby docenić poczucie humoru Tuska. Dowcip u Tuska jest jak wino, im starszy tym lepszy i tutaj ponownie się pojawia kwestia wykwintnego smaku koniecznego do kosztowania stuletnich kawałów. Objadłem się i opiłem jak bąk i paroma smaczkami zamierzam się podzielić. Wszystkie odgrzewane dowcipy sprowadzały się do jednego dania głównego, a właściwie drugiego dania. Donald Tusk usiłował rozbawić zebrane gremium skeczami zagrzewającymi do walki o drugie miejsce. Jedno Donaldowi trzeba przyznać, marzycielem to on nigdy nie był, najdalej oglądał się za siebie, żeby mu któryś z towarzysz kosy nie sprzedał pod żebro i tyle wizji w liderze drugoligowej partii da się zauważyć.

Strony