Schetyna



share

Po czym w wnoszę i dlaczego pytam? Jest kilka charakterystycznych cech, które budują tak zwany syndrom SLD. Na wstępie lider partii musi stracić urząd premiera – stało się. Na drugim miejscu o aferach z udziałem działaczy zaczynają spontanicznie mówić media i wręcz szukają każdej okazji – chyba zaczęło się dziać. Wreszcie ostatni etap, czyli rozłam w trakcie kadencji sejmowej i na to musimy poczekać. Do pełni szczęścia sporo jeszcze brakuje i o wielu zjawiskach można mówić, że na dwoje babka wróżyła, ale legendarny trend naprawdę zaczyna wyglądać bardzo dobrze. Rozwinę poszczególne etapy syndromu SLD, aby uzasadnić swój optymizm. Podoba mi się wyjaśnienie rzekomego zgrzytu między Kopacz i Tuskiem, jako propagandowe ustawienie „niezależności pani premier”, brzmi atrakcyjnie i ma podstawy logiczne, ale coś mi tu jednak nie gra.



share

Czy jest na sali lekarz? Wody, dajcie wody! Jakoś podobnie krzyczałem do telewizora, gdy pani premier Kopacz dukała z kartki listę ministrów, mieszając stanowiska i kompetencje z anegdotami. Znam ten ból, zdarzyło mi się parokrotnie podobne publiczne wystąpienie, brakuje oddechu, głos się łamie, we łbie wielki chaos i tylko jedna myśl: „Matko Boska niech to się już skończy”. Teraz jest już lepiej, na tyle lepiej, że z całą pewnością odczytałbym ten beznadziejnie nudny teksty, zawierający nic nieznaczące nazwiska i dowcipy na poziomie „Familiady”, dużo sprawniej, co nie znaczy, że nie zaliczyłbym wielu wpadek. Nie ma w powyższych zdaniach żadnej sprzeczności, wręcz przeciwnie, jest wyraźne podkreślenie, że prawie każdy człowiek, nawet mający problemy z występami publicznymi wypadłby od Kopacz co najmniej o jeden poziom wyżej.



share

Czytam wiele dobrych i bardzo dobrych tekstów publicystycznych, choćby ostatnią diagnozę Piotra Zaremby, którą na poziomie logicznego wyciągania wniosków ze zdawkowych informacji, nawet podzielam. Rzeczywiście jeśli spojrzeć na cały chaos w miarę spokojnym okiem, to można stwierdzić, że w trójkącie Tusk-Kopacz-Komorowski, każdy bok ma inny interes. Tylko, że całe to analizowanie, choćby na najwyższym poziomie inteligencji nie ma najmniejszego sensu i mówię to z pozycji faceta, który nie raz i nie 100 nie potrafił się powstrzymać przed budowaniem hipotez. Trzeba się odwołać do klaski i wówczas naszym oczom ukaże się „Nocna zmiana” albo jak kto woli i lubi „Bunkier Hitlera”. Tak, dokładnie tyle chcę napisać, że w całym tym bajzlu nikt nad niczym nie panuje. Decyzje są podejmowane na zasadzie, „a może Pan Waldek zostanie premierem, co?”. Nie ma żadnej sensacji w tym, że Schetyna będzie ministrem i nie byłoby, gdyby nie był.

Strony