Schetyna



share

Powinienem sobie zrobić taką megalomańską wystawę z dyplomami i laurkami, na których widniałaby jedna zasługa: „A nie mówiłem!”. Pomyślę nad tym i jak znajdę wolny czas, to się poświęcę projektowi, a tak poważnie pisząc to żadnych zasług w tym obszarze nie mam. Gdy tylko się dowiedziałem, że Schetyna, dotąd prowadzający się za rękę z Lubnauer, zdradził swoją polityczną partnerkę z jej przewodniczącą klubu i jeszcze usiłował wykończyć całą Nowoczesną, to wiedziałem, że następna będzie „Myszka” Gasiuk-Pihowicz. Skąd wiedziałem? Z życia oczywiście, po prostu z życia, gdy się zna bohaterów bajki, to finał można przewidzieć po pierwszej scenie.



share

Mam bardzo dobre wiadomości dla Szanownego Prezesa. Cały dzień robił domek dla kota przybłędy. Pod dach nie przyjmę, jako że wcześniej przygarłem dwa kundle, też przybłędy. Biedy nie ma, bo kot będzie miał domek taki, że się w Castoramie nie kupi. Pobudowany z boazerii lakierowanej podwójnie, którą musiałem zerwać ze swojego poddasza, tak mi górale fachowcy pięterko ocieplili i wyszykowali. Pomiędzy deskami folię nieprzepuszczalną położył, w środku wata mineralna leży.



share

Podejrzewam, że tylko nieliczni odnotowali ten zabawny fakt, bo niegdysiejsza potęga polityczna zbudowana na okradaniu i poniewieraniu Polski, ma notorycznego pecha. W dniu, w którym się zebrali na kolejnym nic nieznaczącym spędzie, radziecki himalaista postanowił zostawić polskich kolegów i w ramach „polskiej narodowej wyprawy na K2”, poszedł sam zdobywać szczyt. Miałbym problem, które wydarzenie uznać za śmieszniejsze i bardziej absurdalne, ale media wybrały himalaistę i dla równowagi jestem zmuszony zająć się Radą Krajową PO.

Strony