samobójstwa



share

Wielu komentatorów słusznie zauważyło, że skończony Tusk w granicach śmieszności dawno przekroczył, wydawałoby się nieprzekraczalny w polskich realiach próg rusyfikacji. Już za chwileczkę napiszę takie zdanie, po którym niejeden sobie głośno odchrząknie, podrapie się w głowę lub głośno powie, że to przesada. Zdanie brzmi: „W ogóle bym się nie zdziwił gdyby Tusk odprowadzał motolotnią żurawie”. Przesada, prawda? Tak sądzicie moi umęczeni paranoją Rodacy, ponieważ to się po prostu nie wydarzyło, ale gdyby się wydarzyło nie tylko byście uwierzyli, po dwóch dniach uznalibyście, że to normalny element naszego krajobrazu. Bardzo zabawne jest, że premier kraju blisko czterdziestomilionowego czyta prognozy pogody, fruwa helikopterem nad autostradami i obiecuje zaprowadzić porządek na komendzie policji w Opolu. Jeszcze zabawniejsze jest, a właściwie beznadziejnie smutne, że Tusk w tych prostych sprawach, w przeciwieństwie do Putina, nie potrafił zrobić nic.



share

Jeden obraz za tysiąc słów. Nie trzeba być Ojcem Klimuszko, żeby wyczytać z tych twarzy przyszłość dla właścicieli twarzy. Jedynym utrudnieniem może być fakt, że to nie są twarze, to zniszczone, spękane maski i makijaże. Pocieszające z kolei jest to, że na kilku maskach wyraźnie widać wstyd, na kilku innych zrezygnowanie, na jednej głupawy uśmieszek, a na wszystkich strach. Ojciec Klimuszko by wiedział z detalami, który zabił, gdzie zakopał, co konkretnie ukradł, kiedy zgwałcił. Ludziom, którym Bozia nie dała talentu do tak wielkiej przenikliwości, pozostaje zgadywać, czego konkretnie wstydzą się i boją odrapane maski. Ogólny obraz dokonań pokutników zebranych w tym odizolowanym od ludzi czyśćcu, jest znany, ale oni są przerażeni konkretami.