sąd



share

Sąd apelacyjny podtrzymał wyrok sądu I instancji nakazujący Zbigniewowi Ziobrze publiczne przeprosiny i zadośćuczynienie wobec kardiochirurga Mirosława Garlickiego za słynne słowa z konferencji z lutego 2007.
Tak po ludzku, to się cieszę. Pyszałkowaty aplikant, w ząbek czesane "prawo i sprawiedliwość", może zacznie się gryźć w język, świadom ile może kosztować jego polityczna paplanina. Choć obserwując pana posła obecnie, a szerzej całą formację, której jest reprezentantem, pewnie marne moje nadzieje.

Z drugiej strony mam nieodparte wrażenie, że pan aplikant tylko czekał na taki obrót sprawy.
Surowy w sumie wyrok, to dla takiego "męczennika" nie lada gratka.
Można teraz lżyć "Ćwiąkalskie" sądy, biadolić nad kwotą zadośćuczynienia, która rzeczywiście mała nie jest, ironizować, że Garlicki na Ziobrze zarobi więcej niż na domniemanych łapówkach, które miał przyjąć.



share

W tej sprawie wszystko polega już nawet nie na niedomówieniach, po prostu na politycznej hucpie.

W najnowszej Rzepie ukazał się List otwarty w obronie wolności słowa. Lista obrońców, trzeba przyznać, jest długa i imponująca. Kwiat dziennikarstwa IV RP, od Anity Gargas po Bronisława Wildsteina. Ideolodzy odnowy moralnej ojczyzny z tytułami naukowymi i bez, od Antoniego Dudka po Pawła Wieczorkiewicza. Oraz pełen przekrój obywatelskiej obrony. Kogóż tam nie ma: inżynierowie, nauczyciele, gospodynie domowe, nawet co najmniej jeden strażak. Zamiast swoimi słowami streszczać istotę sprawy, pozwolę sobie zacytować list w całości.

Strony