rzeczywistość



share

Polityka stała się moją pasją i poniekąd zawodem, dzięki Bogu nie w takim sensie, że politykę uprawiam, ale piszę o niej prawie codziennie, dlatego też mam w pamięci wiele „przełomów”. Takim przełomem, czy nawet manifestem, który według jednego z bardziej groteskowych dziennikarzy, miał „przykryć obchody stulecia odzyskania niepodległości”, było wystąpienie politycznego trolla Tuska w Łodzi. Niech mi będzie wolno założyć, że mało kto dziś to wystąpienie pamięta, a już na pewno nieliczni wiedzą, że rzecz się nazywała „Igrzyska Wolności”.



share

Nie istnieje chyba taka siła statystyczna, która byłaby w stanie policzyć ilość żartów, kpin i złośliwości wymierzonych w dyżurnego „eksperta” towarzysza Dziewulskiego. Jego nazwisko stało się wręcz synonimem śmieszności, egzaltowanych i oderwanych od rzeczywistości ocen. Mówisz Dziewulski i wszystko jasne, cała sala śpiewa z nami, a ludzie pokładają się ze śmiechu. Jak to się dzieje, że ktoś taki nadal bryluje w mediach? Pytanie retoryczne. W mediach głównie brylują ludzie, którzy nie mają absolutnie nic mądrego do powiedzenia, za to chętnie i karnie powtarzają brednie podsuwane przez sponsorów i właścicieli. Dziewulski bredził poprawnie politycznie i dokładnie takiego eksperta media poszukują. Pal sześć, że jego wiedza fachowa opiera się na PRL-u, ruskim Gaziku i oddziałach specjalnych Milicji Obywatelskiej, nie ma to żadnego znaczenia. Odpowiednie światło kamery, odpowiednia oprawa i pompuje się widzowi do głowy przekaz, pełen eksperckich opinii.



share

Czuję się zmęczony sarkazmem, ironią i dowcipem, chociaż uważam, że jest to najlepsza metoda na podsumowanie otaczającej nas rzeczywistości. Przychodzi jednak taki moment, w którym kawior smakuje jak kaszanka, a szampan przypomina oranżadę. Chcę odpocząć od żartów i na smutno się pożalić. Dopóki oglądałem polskojęzyczne media i słuchałem polskojęzycznych polityków, humor mnie nie opuszczał, ale wczoraj bliżej poznałem media „zachodnie” w wersji niemieckiej. Jako tako kojarzyłem co się dzieje w USA w kwestii zaklinania realiów, bo do tego wystarczą filmy z lewackiej fabryki snów, gdzie poprawność polityczna przybiera formy piramidalnych karykatur. Nie ukrywam, że niemieckie życie polityczne i medialne wyobrażałem sobie nieco inaczej, może nie tak bardzo inaczej, ale mimo wszystko odrobinę rozsądniej.

Strony