RPIII



share

Mało oryginalny tytuł tłumaczę sztampową postacią, towarzysz Tomasz Nałęcz jest idealnym przykładem partyjnego aparatczyka, który zawsze potrafił łapać się na właściwe halsowanie. Jego dorobek życiowy jest charakterystyczną jednostkową patologią, dla patologii generalnej. Tak się wieczny doradca Nałęcz ustawiał do wiatru, że wcześniej czy później dopływał do ciepłej przystani. Jak na modelową karierę przystało, towarzysz Nałęcz zaczynał jako lektor PZPR trzymał się dzielnie na partyjnej placówce, aż do wyprowadzenia sztandaru. Dzisiejszy popularny demokrata, historyczny ekspert, firmował swoim nazwiskiem i członkostwem najpodlejsze zbrodnie ludowej władzy, a gdy reżim upadał towarzysz sprawnie przerobił się ze wschodniego realnego socjalisty na socjalistycznego zachodniego demokratę. Kariera rozwijała się Nałęczowi skokami, tu skoczył, tam skoczył, tu się załapał na mandat poselski, tam odebrał pensję państwową.



share

Przebieg rozmowy telefonicznej między fornalem, Ryszardem Milewskim, którego majestat Najjaśniejszej, póki co ma konstytucyjny obowiązek nazywać sędzią i fałszywym odźwiernym z kancelarii Tuska, uderza, ale tylko dwoma aspektami. Ani treść rozmowy, ani miałkość „drukarza” Milewskiego nie jest dla mnie żadną nowością, powiedziałbym, że ten to jeszcze zachował jakieś elementy godności, w końcu nie padło choćby jeden raz: „już się robi panie kierowniku”. Mnie uderzają pewne nowości w relacjach niezależnego wymiaru sprawiedliwości z niezawisłą władzą. Pierwsze uderzenie to okoliczności, taka grecka triada miejsce, czas i akcja.



share

W procesie bandytów z Pruszkowa znajdziemy kwintesencje esencji i filozofię psychologii funkcjonowania czegoś, co się w RPIII nazywa wymiarem sprawiedliwości. Zadałem sobie sporo trudu, żeby dotrzeć do faktów, które w oficjalnym przekazie były pomijane, bądź też ledwie wspomniane. Zacznę opis procesu gnilnego od początku, ale końca nie wskażę, ponieważ końca nie widać. Czego dotyczył proces? Oskarżeni szefowie i naczelni gangsterzy Pruszkowa: Andrzej Z., pseud. Słowik, Janusz Prasol, pseud. Parasol, i Zygmunt Raźniak, pseud. Bolo mieli odpowiedzieć za przestępstwa z lat 1995-2003. Prokuratura zarzucała im wymuszenia rozbójnicze, napady, porwania, pobicia, kradzieże aut, oszustwa, handel bronią i narkotykami oraz podżegania do morderstwa. Jeszcze raz przypomnę, żeby się w procesie gnilnym nie pogubić. Przestępstwa z lat 1995-2003.

Strony