RPIII



share

Spociłem się jak szczur w trakcie wspólnej konferencji ministra Siergieja Ławrowa i Radka Sikorskiego i od razu podzielę się największym lękiem – prawdopodobnie będzie wojna. Zaczęło się fatalnie, od zniszczenia wspólnego dorobku na polu wymiany kulturalnej. Prowokacyjne wystąpienie polskiej żony rosyjskiego myśliciela powaliło pomnikowe dzieło, dotąd jednoznacznie kojarzone ze wzajemnym poszanowaniem pieśni radzieckiej. Festiwal w Zielonej Górze, poprzez swoją ostentacyjną absencję, stał się jednym z haniebnych elementów politycznej walki, która w sposób oczywisty nawiązuje do najgorszych czasów, kiedy miedzy naszymi zaprzyjaźnionymi narodami toczyły się bezsensowne boje. Niestety była to dopiero zapowiedź serii nieprzyjaznych gestów, jakie Polska, reprezentowana przez Radka Sikorskiego wykonała wobec Rosji reprezentowanej przez ministra Siergieja Ławtowa. Za skandaliczne należy uznać stanowisko Radka Sikorskiego odnoszące się do sytuacji na Ukrainie.



share

Najpopularniejsza para w RPIII to oderwane od pługa książęta realnego socjalizmu, które w Polsce robiły prawdziwą furorę, wyznaczając wszelkie trendy. Jolka dyktowała modę, Olek tańczył, śpiewał i jeździł na stopa z papieżem. Zachwytów nie było końca, lokalni dyktatorzy mody mówili o klasie proletariackiej księżniczki, politolodzy wygrzebywali rankingi z najbardziej wpływowymi Olkami w bloku wschodnim. Wystarczyło jednak, że tę czerwoną prowincję, która dopiero w pierwszym pokoleniu zamieniła walonki na koturny, słoninę na prosciutto i samogon na Bordeaux, postawiono w kącie światowego salonu i z miejsca było widać, że mamy do czynienia z przebierańcami. Gdyby przodkowie Olka i Jolki przychodząc do Polski z tuszonką w plecaku nie spłoszyli Czartoryskich, Lubeckich, Sapiehów Potockich i Radziwiłłów, mielibyśmy jakieś podstawy do optymizmu. Dziś o potędze Rzeczypospolitej nie decyduje stan najwyższy, ale plebs przerobiony na produkt medialny.



share

Mam pod czaszką taki guzik, żaróweczkę, czy też inną diodę, która zaczyna migać gdy usiłuję iść na skróty. Alarm w mózgu nie pozwala klepać po klawiszach jak się trafi, ale nie ma też cudów, bywają dni zupełnie pozbawione mocy twórczych i dziś się taki dzień zapowiadał. Odpocząłbym od pisania i dał odpocząć Czytelnikom, gdyby nie natchnienie z ostatniej chwili. Zrezygnowany z powodu własnej niemocy poszedłem w gości do konkurencji i początkowo na niewiele się ta wycieczka zdała, jednak z czasem zauważyłem trend, z którym jak widomo żartów nie ma. Wszystko i jeszcze kawałek wskazuje na to, że przy pomocy skromnych środków normalność wygrała z masową paranoją, co więcej zwycięstwo ma charakter absolutnej dominacji. Przegranego łatwo poznać po zachowaniu, zwieszona głowa, uciekanie od przedmiotu porażki, udawanie głupiego, zamiana tematu, szukanie dziury w całym, słowem wszystko byle nie powrót do klęski.

Strony