Romney



share

Wybory w USA były dla mnie mało interesujące, nie widziałem większych różnic między dwoma tworami medialnymi, które się prześcigały w wypowiadaniu „śmiesznych żartów”. Chcąc być precyzyjnym i nie chcąc popadać w populizm, jakieś tam różnice oczywiście dostrzegam. Ubawiłem się wystąpieniem pierwsze czarnego, który na jednym oddechu wspomniał o „gejach” i powierzył Amerykę Bogu Wszechmogącemu. Z pewnym podziwem patrzyłem na kolejnego białego, który pogroził władzy radzieckiej i napomknął o polskim sojuszniku, chociaż jedno i drugie należy czytać jako jeden ze „śmiesznych żartów”. Pewnie da się zauważyć, że pierwszy czarny to taki Kwaśniewski dla ubogich, tylko za większą kasę przysposobiony do czarnej roboty, a kolejny biały miał swoje naturalne wpadki i zachowania. Nie równałbym też obu panów na płaszczyźnie obyczajowej, biały bardziej mi odpowiada, pomimo sekciarskiej przynależności.



share

Ostatnia z prezydenckich debat sezonu politycznego 2012, dotyczyła spraw polityki międzynarodowej i  miała miejsce na Uniwersytecie Lynn w Boca Raton, na Florydzie .  Była raczej wyrównana i bezbarwna.  Trzeba zacząć od tego, że obaj konkurenci mieli inne cele do osiągnięcia.  Prowadzący ostatnio w sondażach Romney, grał bezpiecznie, unikał starć z Obamą, obawiając się pułapek, a nawet się z nim zgadzał.




share


Na drugiej debacie, w sali wobec 82 niezdecydowanych wyborców, w HEMPSTEAD, N.Y., którą oglądało 65,6 mln telewidzów, Romney miał przeciwnika, na ring powrócił agresywny Obama. Walka była ostra i wyrównana, republikanów nie zawiódł Romney, miłą niespodziankę dla demokratów był występ prezydenta Obamy.  Wydaje się, że odzyskał swoją formę i głód zwycięstwa. Chwilami można było mieć wrażenie, że ogląda się debatę w tajwańskim parlamencie...

Strony