rodzina



share

Co roku, kiedy śnieg już zniknął z trawników i chodników, a słońce nieźle już je przesuszyło, dając nadzieję na cieplejsze dni, pan Ignacy Lajkonik zaczynał się zachowywać nieco dziwnie. Nie mógł spokojnie usiedzieć w miejscu, nawet na ulubionym fotelu kręcił się, wiercił i wzdychał. Herbata go nie cieszyła, z malinowym sokiem, cytryną ani z mlekiem (bawarka). I jak co roku, w którymś momencie przychodziło olśnienie. Pan Lajkonik sięgał po telefon, wykręcał znajomy numer, mruczał do słuchawki kilka słów i – uśmiechając się jak, nie przymierzając, Gioconda – brał za pakowanie walizek.



share

Tu nieco większe.

Panna młoda z tego zdjęcia, to siostra mojej babci. W tym roku skończyła 101 lat.

Oryginalna fotografia, została wykonana w 1932 roku.



share

Tak Matka Kurka, dla rodziny Piotr, a dla urzędów Wielgucki, pomylił się. Nie było pani Merkel w Berlinie, tylko gdzieś w Lizbonie, potem w Rzymie w końcu chyba w Bolzano, gdzie poszła kanclerz spać i nie ma się co dziwić, ma prawo kobieta być zmęczoną. Jutro sobie wstanie o 10.00 zje jajka na bekonie i po południu będzie w domu. Nie było jej, zatem jest oczywiste, że tak jak mi się wydawało jak to łatwo i już, nie jest wcale takie proste. Cały mój pomysł, żeby z Berlina pani Merkel przyjechała do Karkowa jedną autostradą wziął w łeb i nawet nie mam żalu, że chyba jakieś 12 razy napisałem, o tym jak bardzo nie ma mowy o lataniu w pyle, a i tak mi odpisano, że wczoraj byłem za procedurą, dziś mi odbiło, gdyż ze mnie to już taki bezrefleksyjny papla.

Strony