religia



share

Synonimem zamęczonego konia stała się skądinąd olbrzymia tragedia, bo trudno o większą tragedię niż dzieciobójstwo. Ludzie karmieni dzieciobójstwem w pewnym momencie dostali niestrawności, a śmierć dziecka wraz z miejscem gdzie dokonano zabójstwa przerodziło się w komediową frazeologię. Taki los spotka niemal każdy temat, który się przewinie przez media, nie inaczej było i chyba jeszcze będzie z ubojem rytualnym. Publika zaczęła się podniecać prostym kluczem – sadyzm nie sadyzm. Mnie ten wydumany dylemat jak mordować zwierzę nudził hipokryzją od samego początku. Naturalnie, że gdybym miał wybierać wolałbym strzał w tył głowy, niż poderżnięcie gardła, ale wystarczy oderwać się od głupiej teorii i natychmiast widać, że od śmierci dzieli nas 10 sekund. „Uczeni” obliczyli, że agonia zwierzęcia z podciętym gardłem trwa 11 sekund, z kolei ogłuszenie jak przypuszczam co najmniej sekundę trwać musi.



share

Jest okazja, żeby pomilczeć, bo mają racje wszyscy krytycy, którzy apelują by się tak bardzo sprawami Kościoła nie zajmowali ludzie spoza Kościoła. Teoretycznie jestem członkiem KK, chociaż duchowo i praktycznie trudno mnie uznać za owieczkę bożej trzódki, gdyż grzeszę śmiertelnie ateizmem. Z drugiej strony interesuje mnie KK z tej przyczyny, że będę się upierał przy swojej diagnozie głoszącej społeczną i narodową tragedię, którą zapoczątkuje upadek katolicyzmu, zwłaszcza w Polsce. Łącząc moje rozterki w całość od razu da się zauważyć nieuchronną recenzję – dostanę w zadek od wszystkich, ale co cię skopie i nie zabije, to cię wzmocni. Małą anegdotę na wstępie przytoczę i nie wiem, czy ją gdzieś słyszałem, czy właśnie wymyśliłem. Powiadają mądrzy ludzie, że jak chcesz wiedzieć co jest zaprzeczeniem faktów, to przeczytaj biuletyn z Czerskiej. Coś w tym jest, a nawet nie coś, tylko całość.



share

W ustach ateusza tytułowe słowa brzmią jak herezja, w ustach gospodarza portalu jak „mowa nienawiści i wykluczenia”, ale ze wszystkiego się zaraz wytłumaczę i świątecznie pogodzę zwaśnione interpretacje. Na początek warto pozbyć się złudzeń, ponieważ główna oś sporu wokół genezy i sensu istnienia jest z gruntu fałszywa. Krzywdzące obie strony podział na racjonalizm i duchowość pełni funkcję stygmatu i nie ma nic wspólnego ani z racjonalizmem, ani z duchowością. Ateiści gremialnie pocieszają się racjonalizmem, ale nie bardzo zwracają uwagę na jakość tego pocieszenia. Racjonalna różnica między wiarą, że świat powstał dzięki Najwyższemu, który dla niewdzięcznej ludzkości poświęcił życie syna, a domniemaniem, że świat poukładał się na swoim miejscu od wielkiego wybuchu, polega tylko i wyłącznie na duchowości.

Strony