reformy



share

Schemat wygląda mniej więcej tak, zapada jakiś idiotyczny wyrok, bez żadnego umocowania w prawie albo i wbrew prawu. W następnym kroku „eksperci” mówią o niezależności sądów i zakazują komentowania prawomocnych wyroków, a „zwykli ludzie” rzucają inwektywami w stronę „bandytów”. Całość trwa dwa, trzy dni, czasami zapada na dłużej w pamięci i jest okazjonalnie odkurzane. Potem cykl znów się powtarza i tak w kółko od X lat. Na tle tego rytuału powtarza się jedno pytanie i jedno diagnoza. Kiedy z tym zrobimy porządek? – tak brzmi pytanie. Wszyscy won – tak brzmi diagnoza.



share

Politykom nie tylko nie wypada, ale wręcz nie mogą nazywać rzeczy po imieniu w takich sprawach, które dotyczą relacji pomiędzy słynnym trójpodziałem władzy. Gdyby politycy otwartym tekstem straszyli sędziów, że mają się dostosować do politycznych uwarunkowań byłby to rzeczywiście „faszyzm”, „nazizm” i Białoruś. Na szczęście nie wszyscy są politykami i na przykład co odważniejsi dziennikarze mają prawo napisać parę słów prawdy o otaczającej nas rzeczywistości, zamiast produkować okrągłe zdania pod redakcyjne potrzeby. Czytam sporo i słucham jeszcze więcej dziennikarskich wypowiedzi, ale nic podobnego nie zauważyłem. Trudno napiszę sobie sam.



share

Wczoraj dostałem pismo przedprocesowe od kancelarii Zbigniewa Ćwiąkalskiego, w którym nieznana mi adwokat córki Ćwiąkalskiego, oczekuje przeprosin i 50 tys. za pisanie prawdy na temat pełnomocnictwa udzielonego przez nieboszczyka. Mało tego, w treści oświadczenia pani mecenas od Ćwiąkalskiego domaga się, abym kłamał i przyznał, że napisałem coś, czego nie napisałem. Panią mecenas razem z panem Ćwiąkalskim i jego córką publicznie odsyłam do mojej kancelarii: Berdyczów, ul. Latającego Holendra 1, poczta Atlantyda. Przywołałem tylko jeden przykład na to, jaki wspólny interes „prawniczy” prowadzą koledzy: Waldek Żurek, Zbyszek Ćwiąkalski i Jędrek Duda.

Strony