reforma



share

Przyglądając się serialowi pod tytułem: „Reforma Sądownictwa” nie sposób odnieść wrażenia, że to zabawa w ciuciubabkę albo i w pomidora. Każdy kolejny duży ruch jest torpedowany jednym gwoździem, którym „kasta” rysuje po karoserii reformy i na tej skazie buduje swoją „narrację”. Proszę zwrócić łaskawą uwagę, że scenariusz non stop się powtarza. Powstaje jakaś duża ustawa, po czym zostaje ogłoszony przełom i zupełnie nowa jakość, a na końcu jakiś „OTUA” w todze składa pytanie prejudycjalne, ewentualnie wszczyna uliczną zadymę i oczywiście cała uwaga opinii publicznej jest skupiona na „sensacjach”, nie na prawie.



share

W pierwszych słowach mojego bulwersującego listu pragnę nieskromnie zauważyć, że niewielu jest takich, którzy sobie mogą na podobną tezę z czystym sumieniem pozwolić. Moje radykalne stanowisko w sprawie „sądownictwa” jest powszechnie znane i niezmienne. Ocena bandyckich postanowień SN i TSUE również w najmniejszym stopniu nie uległa zmianie. SN wydał postanowienie, które powinno się dla sędziów skończyć wyrokiem, a TSUE ze swoim „zabezpieczeniem” to już w ogóle jest zamach na suwerenność Polski.



share

Na wstępie proponuje krótki powrót do przeszłości i do głośnego spotkania Mateusza Morawieckiego z Małgorzatą Gerdorf. Głośnego, bo się wydało to, co zostało powiedziane po cichu. Przedmiot rozmowy Morawieckiego z Gersdorf dotyczył dobrze znanych kwestii, które doczekały się nowej nazwy „warunki brzegowe”. Premier RP zaproponował Gersdorf pozostanie na urzędzie I Prezesa Sądu Najwyższego, ale pod warunkiem, że się podda procedurze KRS i złoży wniosek o przedłużenie kadencji. Takie same warunki miały obejmować sędziów po 65 roku życia. Odpowiedź Gersdorf poznaliśmy na konferencji prasowej, a jej sedno to odrzucenie wszystkich propozycji i pozostawienie na stołkach sędziów z mocy konstytucji.

Strony