realizm



share

Stara jak świat sztuczka, narobić gigantycznych kłopotów, a potem bohatersko z nich wyjść. Tak mogę jednym zdaniem podsumować łaskawe podpisanie ustaw sądowych przez prezydenta Andrzeja Dudę. Wyborca ma pamięć niczym rybka Dory z popularnego filmu dla dzieci „Gdzie jest Nemo”. Wystarczy jedno odwrócenie uwagi i nagle z przeciwnika robi się przyjaciel z jednej drużyny. Moja pamięć jest znacznie dłuższa niż krótkotrwała i bohaterstwa Andrzeja Dudy nie tylko nie kupuję, ale nadal mam szereg zastrzeżeń poszerzonych o nowy katalog.

Zanim do tego przejdę, krótka powtórka z przeszłości:



share

Mateusz Morawiecki zaliczył zimny prysznic w Brukseli i chociaż teraz nie jeden sobie pomyśli, że kieruję się kabotyńską satysfakcją „a nie mówiłem”, to z moimi odczuciami nie ma to nic wspólnego. Wprawdzie niezwykle się cieszę, że ten naiwny, żeby nie powiedzieć głupi, mit założycielski o premierze skrojonym pod światowe potrzeby skończył swój żywot, ale satysfakcję odczuję dopiero po wyciągnięciu wniosków. Cała bajeczka powstała w chaosie, jaki obserwowaliśmy w ostatnich tygodniach i była nieudolna próbą wyjaśnienia dlaczego partia rządząca zmienia premiera z poparciem 53% na premiera z poparciem 47%.



share

Nie rozumiem i nie podzielam pesymizmu analityków, w tym takich, których bardzo szanuję i daleko mi do ich wiedzy. Czarne scenariusze rozpisywane przez pesymistów mówią, że w Trybunale Konstytucyjnym ciągle będzie walka i nic się nie zmieni. Dobrze się to czyta, jak każdą sensację, ale rzeczywistość jest zupełnie inna. Z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że Trybunał Konstytucyjny już jest „opanowany” i w najmniejszym stopniu nie zagraża wyczekiwanej ustawie o sądownictwie. Wczoraj wprawdzie doszło do desperackiej i jednocześnie żałosnej próby powołania kandydatów na prezesa, ale kto się orientuje w niuansach prawnych, ten wie, że to była biała flaga wywieszona przez Rzeplińskiego.

Strony