realia



share

Mamy taki czas, w którym wszędzie zobaczymy rozmaite podsumowania mijającego roku albo przewidywania, co się stanie w nowym roku. Obie kategorie niespecjalnie mnie interesują, szczególnie ta druga zwykle nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. No, ale zawsze nie mogę iść pod prąd, w końcu zadyszki dostanę, coś tam w stylu rozliczeniowym skrobnę, nadając rzeczy właściwe proporcje i mam nadzieję, że sedno. Krótko i dosadnie wygląda to tak. Absolutnym wydarzeniem numer jeden mijającego roku jest podwójne zwycięstwo Polski w wyborach europejskich i parlamentarnych, bez tego bylibyśmy dziś w głębokiej żałobie.



share

Szczęśliwie dożyliśmy poranka, dnia 7 grudnia 2019 roku, dla jednych Bóg, dla innych los okazał się łaskawy. Dzięki temu, że żyjemy i jesteśmy ludźmi, z reguły wyposażonymi w pamięć i rozum, możemy sobie pewne rzeczy przypomnieć i rozważyć. Wspomnień z ostatniego okresu jest mnóstwo, każdy na pewno wybierze coś dla siebie, ale mnie ciągnie do wspomnień radosnych, a nawet śmiesznych. Takich wspomnień bardzo często dostarczają dziennikarze, we wszystkich wersjach, od publicystów, po dziennikarzy śledczych. I co też ci fachowcy tylko w ciągu ostatnich dwóch miesięcy twierdzili? Jest tego tyle, że skupię się na czymś, co mnie ubawiło szczególnie i roboczo to nazwę „Polityczne trzęsienie ziemi nastąpi 2 grudnia”.



share

Schemat wygląda mniej więcej tak, zapada jakiś idiotyczny wyrok, bez żadnego umocowania w prawie albo i wbrew prawu. W następnym kroku „eksperci” mówią o niezależności sądów i zakazują komentowania prawomocnych wyroków, a „zwykli ludzie” rzucają inwektywami w stronę „bandytów”. Całość trwa dwa, trzy dni, czasami zapada na dłużej w pamięci i jest okazjonalnie odkurzane. Potem cykl znów się powtarza i tak w kółko od X lat. Na tle tego rytuału powtarza się jedno pytanie i jedno diagnoza. Kiedy z tym zrobimy porządek? – tak brzmi pytanie. Wszyscy won – tak brzmi diagnoza.

Strony