PZPR



share

Lubię takie smaczki, tylko nieco inaczej niż większość publicystów je konsumuję. Kto wie o co chodzi, ten wie, kto nie wie ten się zaraz dowie. Dotąd anonimowy poseł SLD, niejaki Marcin Kulasek, poszedł do mediów i poskarżył się na poselski los. Zaczął od narzekania na standard pokojów poselskich, który w jego ocenie jest tak niski, że nie da się w nich spożyć żadnego posiłku, co zmusza do stołowania się „na mieście”. Zdaniem posła, przypomnę, że mówimy o pośle lewicy, 6 500 zł pensji plus 2 500 zł diety, nie pozwala przeżyć w Warszawie, o ile „stołujemy się na mieście”. Taka to scenka rodzajowa, czas na interpretację znacznie szerszego zjawiska, niżby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać.



share

Trochę mi wstyd, bo w dzień tak uroczysty nachodzi mnie myśl powszednia, którą zawarłem w tytule. Słucham sobie cierpliwie, a właściwie słuchałem cierpliwie tych wszystkich Millerów, Kwaśniewskich, Siwców, Kaliszów i wszędzie się wciskających Nałęczów, ale już mi się uszami przelewa. Czy to tylko ja mam takie wrażenie, że w RPIII tłumaczyć się muszą nie sekretarze i lektorzy PZPR, ale ludzie, którzy mają „czelność” wskazać dawnych dygnitarzy komunizmu nadal żyjących z uprawiania propagandy? Odkąd pamiętam, słyszę, że straszną podłością jest przypominanie sekretarzom i lektorom, co robili kilkadziesiąt lat temu. Jak bardzo to nie miało nic wspólnego z polityką łączenia, za to łączyło się z podsłuchami, inwigilacją oraz rzucaniem na glebę o 6.00, słyszę niewiele. Czy w tej błogosławionej Europie, sekretarka Honeckera jest chociaż posłem na sejm, że o marszałku nie wspomnę? Czy minister sportu w gabinecie Ceaușescu zostal prezydentem Rumuni?



share

Mało oryginalny tytuł tłumaczę sztampową postacią, towarzysz Tomasz Nałęcz jest idealnym przykładem partyjnego aparatczyka, który zawsze potrafił łapać się na właściwe halsowanie. Jego dorobek życiowy jest charakterystyczną jednostkową patologią, dla patologii generalnej. Tak się wieczny doradca Nałęcz ustawiał do wiatru, że wcześniej czy później dopływał do ciepłej przystani. Jak na modelową karierę przystało, towarzysz Nałęcz zaczynał jako lektor PZPR trzymał się dzielnie na partyjnej placówce, aż do wyprowadzenia sztandaru. Dzisiejszy popularny demokrata, historyczny ekspert, firmował swoim nazwiskiem i członkostwem najpodlejsze zbrodnie ludowej władzy, a gdy reżim upadał towarzysz sprawnie przerobił się ze wschodniego realnego socjalisty na socjalistycznego zachodniego demokratę. Kariera rozwijała się Nałęczowi skokami, tu skoczył, tam skoczył, tu się załapał na mandat poselski, tam odebrał pensję państwową.

Strony