przystanek Woodstock



share

Czekałem z ugryzieniem tego tematu do czasu, gdy opadnie kurz i wybrzmią wszystkie idiotyzmy porównujące wygłup księdza z Gdańska do akcji NSDAP z 1933 roku. Jak się można było spodziewać pierwsze do uderzania się w cudze piersi, zwłaszcza, że to były piersi „pedofila w sukience”, zgłosiły się dyżurne autorytety. Nie będę przytaczał nazwisk, redakcji, szyldów partyjnych i ostatnich ról w komediach romantycznych, ale kto ten rytualny obłęd choćby pobieżnie obserwował, ten bez trudu rozpozna groteskowe postaci. Smutną tradycją stało się też, że część prawicowych gwiazd powtarza bezrefleksyjnie te same bzdety, posługując się tymi samymi odruchami bezwarunkowymi.



Niezły socjologiczny kabaret mamy od dwóch dni, ale cofnijmy się trochę dalej, tak gdzieś o rok, a był to czas intensywnych analiz profetycznych. Niemal każdy celebryta czuł się w obowiązku wyrazić swoje zatroskanie programem socjalnym 500+, z czego zdecydowana większość mówiła o patologii. Znamy wypowiedzi Agaty Młynarskiej, której rodziny z prowincji przeszkadzały ćwiczyć jogę, było dla Agaty za głośno i za bardzo przaśnie. Publikacje Lisiego Newsweeka szły jeszcze dalej, tam się wóda i patologia lała litrami. Jednak największym echem odbiła się publikacja matki gwałciciela, która zajmowała się wychowywaniem dzieci w TVN. Super niania pisała o jednej wielkiej sraczce w krzakach, bo polskie bydło byle co je i byle gdzie sra.



Motto: „Porównywanie buntu pokolenia „Jarocina”, do imprezowania pokolenia „Przystanku Woodstock”, to socjologiczna brednia”. Proszę nie wyłączać i nie regulować monitorów, to naprawdę będzie inny felieton, niż się można domyślać i obawiać. Jestem pokoleniem „Jarocina”, 28 lat temu miałem długie włosy, ważyłem 60 kg i buntowałem się dosłownie przeciwko wszystkiemu i wszystkim. Okres dojrzewania w moim wykonaniu przypominał mieszankę „Lotu nad kukułczym gniazdem” i „Zbrodni i kary”. Z takim wrednym charakterem i w tamtym czasie musiałem trafić na legendarny „Jarocin”. Załapałem się na jedną z ostatnich edycji i prawdę mówiąc to już nie było to, co znałem z opowieści starszych kolegów.

Strony