prowincja



share

Niestety nie mam żadnych powodów do śmiechu, ale po kolei. Tradycja umieszczona w zupełnie innym kontekście kulturowym bardzo często wywołuje salwy śmiechu przeplatane salwami oburzenia w zależności od kontekstu właśnie. Swego czasu Polska słusznie się oburzyła, gdy w amerykańskiej telewizji prezenter „gej” obśmiał polski obyczaj zwany „śmigus-dyngus”, chociaż dużo zabawniejsze jest obrzezanie. Przy odrobinie wyobraźni i bez większego grzebania w Wikipedii nietrudno się domyślić, że uwiecznione podium, jest niebagatelnym wyróżnieniem, symbolem nigeryjskiej gościnności. Z kolei wszystkie te „murzyńskie” stroje i rytuały, dla nas śmieszne, w istocie są niczym innym jak tamtejszą etykietą. W Europie za największy szyk uznawany jest strój, który zgodnie z przysłowiem leży dopiero na trzecim pokoleniu.



share

Hoffman na topie od dwóch dni, ale trzeba przyznać, że ma chłopak talent do dawania ciała, nie wiem, czy nabyty, czy genetyczny, jednak talentu odmówić mu nie można. Moje hobby, czyli amatorska socjologia nie pozwala mi się specjalnie oburzać na polityczną głupotę Hoffmana, to co powiedział jest dość stereotypową, co nie znaczy nieprawdziwą opinią. Jest półprawdziwa, a sam jako teoretyk i przede wszystkim praktyk mogę potwierdzić dwie skrajne postawy tak zwanych „wieśniaków”, czy też przedstawicieli głuchej prowincji. Rzeczywiście jedną z postaw jest dokładnie to co powiedział Hoffman, chociaż jeszcze raz dla pewności powtórzę, że z politycznej perspektyw zachował się jak idiota. „Wieśniaki” dostają na głowę gdy zobaczą neony, dyskoteki inne niż w remizie i galerie większe od Biedronki.



share

Kiedyś napisałem taki tekst o jednym blogerze w cieniu własnych skrzydełek, który adorował warszawski salonik, przy okazji wręczania śmiesznej nagrody co to mu się dożywotnio należała. Dziś się tego tekstu trochę wstydzę, ale nie ze względu na szczegółowe zdanie sprawy z faktu jaki miał miejsce lecz z mojego świętego oburzenia zdradzającego naiwność pomieszaną z prowincjonalnością. Mam zamiar napisać parę słów o salonie i jak się tam nie wdrapywać, stąd ten wstęp z autopsji wyjęty, ponieważ poza tym jednym jedynym epizodem szczebla niskiego nie miałem okazji być z NIMI. Przez NICH rozumiem „inteligiencję”. Nie pomyliłem się, tak bardzo często artykułuje się to słowo klucz i to w najzacniejszych kręgach.

Strony