profesor



share

Ostatnio przeczytałem, że Monika Goździalska dała się namówić na pikantną sesję dla magazynu łechtającego męskość panów heteroseksualnych. Nie wiem kim ona jest i czy ma doktorat. Podejrzewam, że z racji wieku profesury jeszcze się nie dorobiła. Jednak na doktora też nie wygląda. Ale nie to jest ważne. Jak dziewczyna bez doktoratu publicznie się obnaża, to wiadomo o co chodzi. Ale o co chodzi, jak obnaża się dziewczyna z doktoratem, taka Magdalena Ogórek?

Powiecie, że nigdy nie widzieliście jej nago? W dosłownym sensie ja też nie. Ale przecież ciągle widzę jej nagi umysł i zadaję sobie pytanie, co on robił jak magister Leszek Miller zaproponował mu kandydowanie na fotel prezydenta Rzeczypospolitej. Czy ten umysł dr Ogórek czasem nie zwariował? Pomimo swojego wspaniałego "wykształcenia", zwieńczonego doktoratem z historii Kościoła katolickiego. Panu premierowi, nawet byłemu, się nie odmawia? Wedle tego schematu rozumują zwykle blondynki? Wszystkie?



share

Profesorów mamy w naszym życiu publicznym co niemiara. Jakby oni nie mieli nic lepszego do roboty i jedynym ich zadaniem było prezentowanie się w mediach. Lubią mówić jak widzą państwo, gospodarkę i łowią ryby. Czyli lubią się mądrzyć.

W Białymstoku też już jest profesorów co niemiara. I to coraz lepszej klasy, przynajmniej w konkurencji władania miejscowymi moherami i lemingami. Bo do udziału w warszawskiej koalicji pasożytów jeszcze im daleko.

Teraz przedstawiam państwu prawdziwego kandydata do fotela premiera Rzeczypospolitej. Kandydata z Białegostoku, który licznymi talentami daleko za sobą pozostawia Kudrycką i Wnorowskiego. Nie wpadłbym pewnie na tę interesująca profesorską i prawniczą postać, gdyby nie dziwaczny wywiad, który przeczytałem w „Rzeczpospolitej”. On przykuwa uwagę. Od razu nasuwa się pytanie: z kim my tu mamy do czynienia? Z kolejnym prawniczym cwaniakiem, członkiem kasty pasożytów?



share

Na Targach Książki Historycznej w Warszawie miałem przyjemność porozmawiać z miłymi ludźmi, którzy pytali o mój tekst o profesorze Janie Czochralskim. Zarumieniłem się i tłumaczyłem parę minut, że niestety nigdy nie popełniłem takiego tekstu i nie mam najmniejszej wiedzy o tym człowieku. Dziś wklejam opracowanie, które jest naprawdę fascynujące i przypomina historię "polskiego Tesli". Wiem, że to bardzo ryzykowne sformułowanie, podobne do „Maradony Karpat” albo „polskiego Ronaldo”. Niemniej polecam z całego serca materiał, który pokazuje, że prawdziwi profesorowie zostali pogrzebani żywcem, a „profesor” z małą maturą i nic ponad to, wiecznie żywy. Opracowanie nie jest moje, co więcej z Autorką nie jestem w stanie polemizować, ponieważ brak mi odpowiedniej wiedzy i wykształcenia. W nawale zajęć zapomniałem też w odpowiednim czasie spytać, czy mogę podać imię i nazwisko Autorki dlatego publikuję tekst w wersji anonimowej.

Strony