proces



share

Zbliża się kolejna wokanda (7 maja), którą już tradycyjnie zamierzam rozpocząć od prostowania kłamstw Jerzego Owsiaka wypowiedzianych na sali sądowej. Tradycją stało się również, że cześć faktów przedstawianych sadowi publikuję przed rozprawą. Nie inaczej będzie dziś, ale zacznę od oceny nie od faktów. Byłem w Jarocinie, chyba dwukrotnie, za każdym razem trzeźwy jak świnia, ponieważ taki miałem pomysł na życie w czasach młodocianych. Nim Jerzy Owsiak i potem Jakub Władysław Wojewódzki przerobili Jarocin z kultowej imprezy muzycznej na imienny u cioci, działo się w Jarocinie szokująco, biorąc pod uwagę otoczenie i czas, w którym festiwal się odbywał. „Jabole” lały się litrami, namioty oferujące rozdziewiczenie ogłaszały się oficjalnie przez radiowęzeł, naćpani „polską heroiną” biegali po całym mieście. Skini, ówcześni „kibole”, tłukli Punków, dzisiejszą „antifę i manifę”.



share

Dotarło do mnie dziś z samej stolicy postanowienie Sądu Okręgowego XXV Wydział Cywilny i w tymże Pani sędzia zdecydowała oddalić wniosek WOŚP o ustanowienie zabezpieczenia. WOŚP wysłała pozew 6 marca, czyli całkiem niedawno i jeszcze przed kilkoma publikacjami, które pokazały kłamstwa Jerzego Owsiaka, jakich się dopuścił przed sądem i przed kompromitacją świadków, nie licząc dwóch lekarzy. Czego dotyczył wniosek? Jak to z panem prezesem i panem mecenasem najczęściej bywa, mamy do czynienia z kolejną tragifarsą. Otóż nieskazitelna organizacja charytatywna pływająca w luksusach uzyskanych kosztem podatnika, postanowiła sądownie zamknąć klawiaturę Matki Kurki, czy jak kto woli Piotra Wielguckiego. Nietykalni domagali się, żeby ich na czas procesu nie tykać jednym słowem, bo tak się wobec świętego człowieka i świętej organizacji winien zachowywać bluźnierca.



share

Po wyczerpującym dniu mam ochotę już tylko na jedno i nie powiem na co, ale wiem, że media urywają łeb sprawie, a wielu ludzi czeka na relację z sadu, dlatego biorę się do roboty. W sądzie było tak. Cały pomysł pana mecenasa i magików z WOŚP na dzisiejszą wokandę był następujący. Powołamy czterech świadków, każdy jest fachowcem w swojej dziedzinie i zobaczymy, jak z „wariata ze Złotoryi” będą lecieć trociny. Pierwsza korekta. Fachowców na sali sądowej pojawiło się dwóch, ale o Nich będzie za chwilę, żeby nie narażać ludzi poważnych na towarzystwo infantylnego rzecznika WOŚP i pana biegłego rewidenta, którego tyrady i ogólną prezentację nie do końca jestem w stanie opisać. Zaczęło się zgodnie z przewidywaniami, rzecznik WOŚP wykuł na blachę treści, jakie wpoił mu do głowy mecenas, a że „gadane” rzecznik ma bardziej jak Hanka Bielicka, niż Siergiej Ławrow to mieliśmy jakieś 3,5 godziny międlenia laudacji na rzecz wielkości „Wielkiego Jurka”.

Strony