proces



share

Dotarło do mnie dziś z samej stolicy postanowienie Sądu Okręgowego XXV Wydział Cywilny i w tymże Pani sędzia zdecydowała oddalić wniosek WOŚP o ustanowienie zabezpieczenia. WOŚP wysłała pozew 6 marca, czyli całkiem niedawno i jeszcze przed kilkoma publikacjami, które pokazały kłamstwa Jerzego Owsiaka, jakich się dopuścił przed sądem i przed kompromitacją świadków, nie licząc dwóch lekarzy. Czego dotyczył wniosek? Jak to z panem prezesem i panem mecenasem najczęściej bywa, mamy do czynienia z kolejną tragifarsą. Otóż nieskazitelna organizacja charytatywna pływająca w luksusach uzyskanych kosztem podatnika, postanowiła sądownie zamknąć klawiaturę Matki Kurki, czy jak kto woli Piotra Wielguckiego. Nietykalni domagali się, żeby ich na czas procesu nie tykać jednym słowem, bo tak się wobec świętego człowieka i świętej organizacji winien zachowywać bluźnierca.



share

Po wyczerpującym dniu mam ochotę już tylko na jedno i nie powiem na co, ale wiem, że media urywają łeb sprawie, a wielu ludzi czeka na relację z sadu, dlatego biorę się do roboty. W sądzie było tak. Cały pomysł pana mecenasa i magików z WOŚP na dzisiejszą wokandę był następujący. Powołamy czterech świadków, każdy jest fachowcem w swojej dziedzinie i zobaczymy, jak z „wariata ze Złotoryi” będą lecieć trociny. Pierwsza korekta. Fachowców na sali sądowej pojawiło się dwóch, ale o Nich będzie za chwilę, żeby nie narażać ludzi poważnych na towarzystwo infantylnego rzecznika WOŚP i pana biegłego rewidenta, którego tyrady i ogólną prezentację nie do końca jestem w stanie opisać. Zaczęło się zgodnie z przewidywaniami, rzecznik WOŚP wykuł na blachę treści, jakie wpoił mu do głowy mecenas, a że „gadane” rzecznik ma bardziej jak Hanka Bielicka, niż Siergiej Ławrow to mieliśmy jakieś 3,5 godziny międlenia laudacji na rzecz wielkości „Wielkiego Jurka”.



share

Drugie przesłuchanie prezesa Owsiaka, przepraszam, chyba prezesa Owsiaka, bo prezes Owsiak w sądzie oświadczył, że nie pamięta czy jest prezesem, miało wymiar pełnej rozrywki dla mnie, a dla „nie pamiętam prezesa” tragedii w dwóch aktach. Zacznę jednak od odszczekania swojej wcześniejszej pochopnej wygranej, niestety żadnego procesu nie wygrałem. Pan „chyba prezes”, pan mecenas i główna księgowa Dorota Pilarska pomimo wniosku sądu zachowali się rutynowo – konkretów nie zdradzamy, w zamian posyłamy wagony, tiry, furgonetki, pudła makulatury. Proszę sobie wyobrazić, że do sądu przyszły wyciągi z rejestru KRS, które miały udawać sprawozdania z ksiąg rachunkowych i rozliczenia między trójką: Złoty Melon, Mrówka Cała i WOŚP. Przepraszam, wykazałem się olbrzymią naiwnością, przyszło mi do głowy, że „chyba prezes” nie będzie robił jaj z sądu, tak jak robi sobie jaja z milionów donatorów i tysięcy wolontariuszy.

Strony