PRL



share

Nie odmówię sobie na wstępie małej przyjemności, w końcu każdy ma swoje fobie, nie tylko artyści. Z satysfakcją odnotowuję, że jest po „pandemii” i to bardzo dobra wiadomość. Na czym opieram śmiałą tezę? Nie na wypłaszczonej krzywej, nie na zamkniętym lodowisku w Hiszpanii, ale na temacie dnia. Wraca stara normalność, od dwóch dni tematem numer jeden jest rymowanka Kazimierza Staszewskiego do ludowego bum cyk cyk , bum cyk cyk. Słyszałem to, pożal się Boże, dzieło, gdy jeszcze niewielu o nim słyszało i praktycznie nikt nie mówił, bo i o czym. Ostatnio tak żenującą twórczość Staszewski zaprezentował w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, gdy biegał z suszarką po scenie sopockiego festiwalu i udawał rapera.



share

Teraz tak jest, ale nie zawsze tak było. Celebryci wszelkiej maści mieli olbrzymi wpływ na życie polityczne w Polsce i wcale nie dotyczy to ostatnich lat, ale czasów niemal zamierzchłych. Po 1989 roku rola celebrytów była największa i wystarczy sobie przejrzeć stare gazety, aby zrozumieć, że to nie XXI wiek urodził potworka zwanego celebrytą. Niemal do wszystkich kampanii politycznych zostali zaprzęgnięci „znani i lubiani” szczególnie było to widać w kampanii prezydenckiej, gdzie Wałęsa miał się zmierzyć z Mazowieckim, a tak naprawdę, ku zaskoczeniu celebrytów właśnie, bił się z podrzuconym przez KGB peruwiańskim Stanem Tymińskim.



share

Minęło 30 lat od porozumienia przy stole, gdzie sekretarze PZPR, ubecy i ich kapusie, z udziałem kilku naiwnych z „Solidarności”, dogadali się jak na nowo zniewolić i ograbić Polskę. W tym czasie widzieliśmy takie rzeczy, jakich nie było widać choćby w Czechach o „krajach starej demokracji” nie wspomnę. Zabito w biały dzień komendanta Policji, potem zleceniodawca poszedł na raut organizowany przez ówczesną władzę. Ba! Widzieliśmy syna producenta kiełbasy i kaszanki, który został porwany, zamordowany, następnie wycięto w więzieniu prawie wszystkich świadków i do dziś nie wiadomo kto to zrobił.

Strony