Prezydent



share

Wymiana kandydata z „prawdziwej prezydent” na ostatnią nadzieję PO, spadła największej, ale dogorywającej partii opozycyjnej z nieba. Dwóch największych kompromitacji udało się Trzaskowskiemu uniknąć na starcie wyborów. Poparcie na poziomie 2% dawno przestało straszyć PO, a druga tura z udziałem podmienionego kandydata jest niemal pewna. Następna dobra informacja dla PO jest taka, że wynik Trzaskowskiego prawdopodobnie będzie zbliżał się do 30%, z kolei w drugiej turze przegrana nie powinna być większa niż 47% do 53%.
Biorąc pod uwagę z jakiego dna PO startowała takie wyniki jeszcze miesiąc temu przyjęłaby w ciemno, tym bardziej, że mówimy o polityce i tu jedno nieprzewidywalne zdarzenia potrafi dokonać gwałtownych zmian.



share

Zgodnie nie tyle z przewidywaniami, co z naturą Rafała Trzaskowskiego, długo nie trzeba było czekać na pierwsze „Bronki”. Zaczęło się od pytań dziennikarza TVP Info o niespełnione obietnice, złożone w trakcie wyborów na prezydenta Warszawy. Odpowiedź byłaby szokująca, rujnowałaby demokracje i przypominała klimat lat trzydziestych ubiegłego wieku, gdyby udzielił jej polityk PiS. Ponieważ to Trzaskowski powiedział, że po wygranej w wyborach pozwalnia dziennikarzy TVP i w ogóle zrobi z cała telewizją porządek, to żaden „ból nie jest większy niż mój”. Prymitywna manipulacja Niedźwiedzkiego, który chciał sobie zrobić promocję, stała się symbolem cenzury, tymczasem to słowa Trzaskowskiego są prawdziwym skandalem. W takich przypadkach zwykło się mówić, że: ”w każdej europejskiej i liberalnej demokracji taki polityk skończyłby karierę”.



share

Jeszcze przed wywiadem Jarosław Kaczyńskiego z Krzysztofem Ziemcem, pozwoliłem sobie na spisanie „spiskowej teorii dziejów” i poinformowałem świat, że lider PiS ostentacyjne pokazuje, co myśli o „pandemii”. Cały „spisek” oparłem na wyjściu do kościoła, co normalnie nie byłoby niczym nadzwyczajnym, ale tym czynem Jarosław Kaczyński wzbudził ożywione reakcje komentatorów. Wszyscy siedzieli w domach, Kościół udzielił dyspensy, w związku z szalejącą „pandemią”, a blisko siedemdziesięcioletni polityk z grupy największego ryzyka naraża siebie i innych na śmiertelne niebezpieczeństwa. Ten jeden incydent dla wielu był słabą podstawą do budowania tak dalekosiężnych wniosków, ale po wywiadzie mamy całą serię przesłanek, wręcz potwierdzeń „spiskowej teorii”.

Strony