premier



share

Profesorów mamy w naszym życiu publicznym co niemiara. Jakby oni nie mieli nic lepszego do roboty i jedynym ich zadaniem było prezentowanie się w mediach. Lubią mówić jak widzą państwo, gospodarkę i łowią ryby. Czyli lubią się mądrzyć.

W Białymstoku też już jest profesorów co niemiara. I to coraz lepszej klasy, przynajmniej w konkurencji władania miejscowymi moherami i lemingami. Bo do udziału w warszawskiej koalicji pasożytów jeszcze im daleko.

Teraz przedstawiam państwu prawdziwego kandydata do fotela premiera Rzeczypospolitej. Kandydata z Białegostoku, który licznymi talentami daleko za sobą pozostawia Kudrycką i Wnorowskiego. Nie wpadłbym pewnie na tę interesująca profesorską i prawniczą postać, gdyby nie dziwaczny wywiad, który przeczytałem w „Rzeczpospolitej”. On przykuwa uwagę. Od razu nasuwa się pytanie: z kim my tu mamy do czynienia? Z kolejnym prawniczym cwaniakiem, członkiem kasty pasożytów?



share

Białystok to dziwne miasto. Nie dlatego, że prowincjonalne. Taka okazuje się też przecież Warszawa, gdy przylecimy do niej z Londynu, Paryża czy Nowego Jorku. W Białymstoku mohery wyraźnie jednak dominują nad lemingami. Pasożytów tu stosunkowo niewielu. Dlatego białostoczczan nikt nie traktuje poważnie. Oni nie mieszczą się w koalicji rządzącej krajem. Oni należą do rządzonych.
 
Białystok to dziwne miasto, ponieważ kompletnie brak tu ludzi zdolnych do przywództwa. Tutaj polityków przywozi się w teczkach.
 



share

Panu Premierowi najwyraźniej odebrało rozum, że o instynkcie samozachowawczym nie wspomnę. Czy to tylko głupota, czy już może choroba?
Żeby nie ględzić. W normalnym państwie taką sytuację wyjaśnia bezpośredni przełożony tej łajzy, która czegoś tam nie dopatrzyła i wydała nakaz (podobno kobieta otrzymała wcześniej pismo o umorzeniu sprawy). Jeżeli przełożony ma kłopoty z wysławianiem się do kamery, to sobie bierze rzecznika, który teoretycznie przynajmniej, powinien umieć unieszkodliwiać sytuację kryzysową. Koniec kropka.
Tymczasem w Polandii jest jak u Ruskich. Tusk jak Putin jedzie sam gasić pożar. To ja mam prośbę. Wczoraj zjadłem jakieś nieświeże żarcie i mam sraczkę. Czy Pan Premier mógłby sprawę wyjaśnić przy pomocy Rady Ministrów?

P.S. Tak w ogóle to Pan Premier takimi działaniami przyznaje, że struktury państwa polskiego zdechły i zaczyna się ręczne sterowanie. Mnie to odpowiada. To znaczy potwierdzenie faktu, że żyję w Afryce.

Strony