praktyka



share

W opozycji każdy może sobie gadać, co mu się podoba i narzekać ile wlezie. Wilcze prawa politycznych krytyków naturalnie mają swoje ograniczenia, ale rzadko kiedy granice są pilnie strzeżone. PiS będąc partią opozycyjną zapewniał, że da się zupełnie inaczej prowadzić polskie sprawy, tak wewnętrzne, jak i zewnętrzne. Ludzi się temu prężeniu muskułów przyglądali z różnymi nastrojami. Jedni wierzyli, że każde słowo stanie się ciałem, inni odnosili się sceptycznie, a w skrajnych reakcjach było słychać to co zawsze – ciemnogród i oszołomy. Po wyborach i kilku bataliach mogę się przyznać, że należałem do grupy środkowej. Znając polityczne realia nie miałem większych złudzeń, że opozycyjna narracja w zderzeniu z realną władzą przyniesie bolesne korekty. Z taką świadomością zaklinałem rzeczywistość w jednym celu. Trzeba było za wszelką cenę oderwać od żłobu największą patologię.



share

Wczoraj cała ekipa rządząca i jednostki tworzące maszynkę do głosowania otrzymały z centrum propagandowego nowy sms: „badania dotyczące poziomu świadczonych usług medycznych, w których Polska znajduje się za Albanią, zostały zrobione przez niewiarygodną firmę szwedzką”. I poszło wyjaśnienie we wszystkich kanałach i zostało wydrukowane na wszystkich stronach, ale jakoś bez szyderstwa, że „spiskowcy z PO” i bez pytania „gdzie są dowody”. Firma szwedzka, jak każda firma siedząca w kieszeni koncernów farmaceutycznych, rzeczywiście jest całkowicie niewiarygodna, problem propagandzistów władzy polega jednak na tym, że oni zbadali odczucia pacjentów, nie poziom zażywania suplementów. Korzystając z okazji też się podzielę wrażeniami. Jakoś tak się złożyło, że rodzinnie trafiliśmy do specjalistów i od razu powiem, że mnie ominęły czynności wstępne. Moja lepsza połowa i córka, poszły do lekarza pierwszego kontaktu i udało im się wyrwać skierowania dla mnie i córki.



share

Powszechne przekonanie, że coś jest takie, jak się powiada. Jedno krótkie zdanie tytułem refleksji, po lekturze tekstów i komentarzy na Portalu. Nieśmiertelna debata na temat „spisku” przetacza się cyklicznie po sieci i nie omija także tego miejsca, głownie za moja sprawą, ale cieszy mnie, że pojawiają się kolejne "oszołomy". Nawet jeśli nie wszystko mi się kupy trzyma, to podoba mi się sama czujność humanitarna okazywana w zwątpieniu co do intencji dystrybutorów dóbr unikalnych. Powiedziałem już w tej materii tyle, że mam prawo odpocząć, z którego to prawa chętnie korzystam. Niemniej mam też ochotę zabawić się w krótką lecz treściwą analizę, jednego małego przypadku pozostającego w ścisłym związku ze „spiskiem”.