praca



share

Dopóki będzie choć jedna grupa zawodowa, której z metra należą się wcześniejsze emerytury, mamy jak w banku, że inne będą się domagały, aby tej łaski też dostąpić. Tak jest i będzie, przynajmniej w przewidywalnej przyszłości, w kraju, którego niepodległość wywalczyły związki zawodowe, a praca kojarzona jest raczej z ciężką mitręgą niż z twórczym sensem życia. Owszem, są zawody przy wykonywaniu których człowiek zużywa się szybciej, fizycznie bądź psychicznie. Jednak, nie każdy, nie wszyscy w tym samym czasie oraz, co najważniejsze, nigdzie nie jest powiedziane, że człowiek urodził się po to, aby całe życie stać przy tej samej maszynie. Zresztą, nie oszukujmy się. Wielu naszych 50-letnich emerytów świetnie na rynku pracy funkcjonuje. Są poszukiwani przez pracodawców, którzy nie muszą za nich płacić zusu i, dobrze o tym wiedząc, chętnie swoje usługi oferują. Wystarczy w dowolnej gazecie przejrzeć ogłoszenia w rubryce Praca.



share

Syndrom Małysza. Cierpię na syndrom Małysza. Fora są pełne oryginałów, którzy poświęcają życie i blogi jednemu tematowi. Kiedyś przypadkowo wszedłem na blog człowieka, który codziennie umieszczał wpisy życzące Małyszowi połamania nóg, tyle, że już na belce startowej. Syndrom Małysza. U szczytu formy Polska oszalała i trwało szaleństwo parę tygodni, potem zaczęło się wariactwo.

Ludzi nie interesowało już czy Małysz wygrał, łaski nie robił, ludzi interesowało, czy pobił kolejny rekord. Z czasem i rekordy się znudziły, Polacy zaczęli pytać, czy Małysz przeskoczył skocznię. Małysz zaczął latać na pocztę i czarterem z Warszawy do Zakopanego. Kiedyś Adam udzielił takiego wywiadu, w którym mówił, że jakiś idiota zaproponował mu udział w reklamie. Miał Adam wisieć na jakimś dźwigu i krzyczeć coś o chipsach, czy innych maszynkach do golenia.

Strony