praca



share

Zdaję sobie sprawę, że takim wstępem mogę się narazić na śmieszność i/lub na zarzut taniej propagandy, ale po pierwsze o to nie dbam, po drugie już wyjaśniam skąd mi się to wzięło. Wisły kijem nie ma co zawracać, chwilowa, a może i dłuższa utrata senatu przez PiS na pewno nie jest politycznie korzystna, w jednym obszarze i to bardzo ważnym. Proces legislacyjny wydłuży się do wszystkich możliwych terminów, czyli co najmniej trzydziestodniowych. W sprawnym rządzeniu taki hamulec ręczny nie pomoże, ale niekoniecznie musi źle wpłynąć na jakość rządzenia. PiS nie będzie już miał takiego komfortu i tempa, pytanie tylko, czy to taka straszna tragedia i tu przechodzę do swojej brawurowej tezy.



share

Jestem w posiadaniu zabójczej broni, łączącej wiedzę teoretyczną, choć to tylko paranauka zwana socjologią, z wiedzą praktyczną, a wręcz empiryczną. Wyposażony w taki oręż mogę sobie pozwolić na bezczelne stwierdzenie, że o polskiej prowincjonalnej biedzie i potędze wiem wszystko i o tym opowiem. Był przełom lat 80 i 90-tych ubiegłego wieku. Trzypokoleniowa rodzina wegetująca w mieszkaniu komunalnym, ze ślepą kuchnią, bez łazienki, z kiblem i dostępem do wody na półpiętrze, zderzyła się z „niewidzialną ręką rynku” schowaną za plecami marksisty Balcerowicza. Dwóch dorastających chłopców, dwoje pracujących rodziców i babcia. W ciągu jednej chwili oboje rodzice tracą pracę, podobnie zresztą jak… 75% mieszkańców małej mieściny.



share

Wraca dramatyczny problem naszych zachodnich sąsiadów, nie ma chętnych do zbioru szparagów, no to z troską zajmę się niemieckim dramatem. Robiłem u Niemca! Za 10 euro na godzinę palety zbijałem, tak było! Miałem cholerne szczęście, że dostałem tę robotę po znajomości, niedoszły teść tam robił od lat. Pracowało się jak u prawdziwego Niemca, 10 godzin dziennie, żarcie we własnym zakresie, Niemiec dawał tylko pryczę na poddaszu hali produkcyjnej. Byłem wtedy piękny i młody, w ciągłym ruchu, pracowałem fizycznie non stop i to w takich miejscach, jak budowa, czy kotłownia. Trzeba mieć niezłą kondycję, żeby dać radę na polskiej budowie, ale jak pojechałem do Niemca, to drugiego dnia wchodziłem po schodach na „czterech”, dosłownie podpierając się łokciami.

Strony