pr



share

Przykłady na marksistowskie rozwolnienie jaźni można przytaczać tonami, ale od czasu do czasu pojawiają się takie „posiedzenia”, że trudno oczy oderwać. Oto w tych dniach prokuratura mokotowska odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie molestowania, którego miał się dopuścić Kamil Durczok. Dla odbiorcy medialnych bzdetów jest to czytelny komunikat – Durczok nikogo nie zaczepiał, nie nagabywał, niestosownych propozycji nie składał. Dla odmiany doświadczonemu postępowaniami i wyrokami recydywiście, natychmiast zapala się 1000 mrugających światełek, które wskazują drogę do prostackiej pralni mózgów. Zacznijmy od tego, że tak zwane „molestowanie seksualne” nie jest przestępstwem, czyli nie podlega kodeksowi karnemu. Molestowaniem zajmuje się kodeks pracy, dokładnie art. 183a. § 5, pkt.



share

Od dość dawna krąży taka opinia, że mityczna sprawność PR-owska ekipy Tuska jest chyba największym sukcesem propagandowym tej ekipy. Wielu i to dość zgodnie, ponad podziałami uważa, że rząd Tusk i sam Tusk mają katastrofalny PR i były nawet szczegółowo rozpisywane przykłady, ale nie chcę i siebie i innych katować szczegółowymi analizami, co w przypadku Tuska z definicji nie ma sensu. Do tej diagnozy podchodziłem z dużym sceptycyzmem, ponieważ owe oceny były artykułowane przez samych i najgorętszych fanatyków PO, a jak nietrudno się domyślić, promowanie nieudolności PR-owskiej obalało zarzuty, że rząd nic poza medialnymi występami nie robi.



share

Kampania wyborcza nabiera pomału rozpędu. Stanowisko głowy państwa w Polsce jak wiadomo jest bardziej związane z celebrą niż z realnym procesem rządzenia państwem. Prezydent jest co prawda zwierzchnikiem sił zbrojnych, posiada prawo veta, może sobie rozbudować kancelarię, ale w najlepszym razie może robić za przeszkadzajkę, nie jest natomiast w stanie ( w świetle obowiązującej Konstytucji) sparaliżować władzy. Może jednak prezydent–maruda stanowić dla tandeciarzy sprawujących władzę wystarczające usprawiedliwienie do nic nierobienia. Obecny rząd zdaje się być tego przykładem.

Funkcję prezydenta próbował pośrednio zdezawuować obecny premier rezygnując z kandydowania w wyborach prezydenckich i opowiadając się za ograniczeniem funkcji i wpływu głowy państwa na proces rządzenia. Tragedia pod Smoleńskiem poprzestawiała plany i zamierzenia ugrupowań i kandydatów.

Strony