Poznań



share

Pojawiły się bardzo zdecydowane głosy krytyczne dotyczące tytułowej Karty Równości. Równie zdecydowanie brzmiały głosy popierające przyjęcie tego dokumentu przez radę miasta Poznania.

Jako rasowy łowca sensacji postanowiłem przeczytać rzeczony dokument. Przytaczane opinie były chaotyczne i zbyt ogólne. Brakowało mi konkretu. Z sensacji, o mało co, nie dostałem żołądkowych. Omawiany dokument, to typowy, niestrawny gniot pisany żargonową nowomową brukselskiej biurokracji.

Przede wszystkim rzuca się w oczy jakaś feministyczna zajadłość płynąca z kolejnych paragrafów. Jak na mantrę, co i rusz, trafiamy na wyrażenie „równość mężczyzn i kobiet”. Na osiemnastu stronach tekstu, wyrażenie to występuje 39 razy, czyli co pół strony. Dodać do tego należy 46-krotne powtórzenie wyrażenia „równość płci”, „płeć”, „płci” i z tekstu otrzymujemy żmudne walenie propagandowym cepem po głowach czytelników.



share

Już wszystko jasne, tylko dalej nic nie wiadomo, taki najkrótszy komentarz przychodzi mi do klawiatury, kiedy obserwuję pierwsze reakcje po ogłoszeniu czterech polskich miast, gospodarzy Euro 2012. Jak zwykle wszystkich zadowolić się nie da i chociaż wiele dobrego o rządzącej ekipie ostatnimi czasy powiedzieć nie można, tym razem bardziej załamują mnie reakcje opozycyjne. Może na samym początku warto przypomnieć coś, co zwykle najmniej się w debacie publicznej liczy. Fakty.
 



share

Od początku wiedziałem, że modne ostatnio rekonstrukcje nie uniosą tego tematu. Są zbyt naiwne, harcersko-entuzjastyczne. To nie był ten trop. Zadaliśmy sobie pytanie, jakie znaczenie miało powstanie w sferze symboliki... W konsekwencji sięgnęliśmy do takich nazwisk jak Kantor, Paderewski, Norwid, Gombrowicz, S. T. Eliot...

?

Właśnie u Eliota znalazłem najciekawszy opis powstania jako zjawiska historycznego...

Nie będzie to zatem akademia "ku czci", a widowisko bardzo "bajonowskie", poetyckie...