powiesć Berek



share

Wredny tak, ale wylewy raczej nie bywam, przyszedł jednak czas, w którym podzielę się paroma osobistymi wrażeniami. Produkuję się na tak zwanym publicznym forum od wielu lat, zaczynałem jako niedoinformowany idiota, połykający medialną sztampę. Potem z premedytacją wybrałem życie oszołoma, poszukującego niuansów kłamstwa, złodziejstwa, zaprzaństwa i propagandy. Taką zrobiłem „karierę”. Na wszelkiego typu wieczorkach „z” wcześniej, czy później pada pytanie: „Czy „z” czegoś żałuje, czy coś by w swoim życiu zmienił?”. Odpowiedzi przeważnie też są mało zaskakujące, ale sam odpowiedziałbym trochę przewrotnie, chociaż do „z” się nie poczuwam i niech mi w mordę da pierwszy rozsądny, który zauważy, że coś się w tym względzie zmienia. Być może odrobinę żałuję, że w stanie niedoinformowanego idioty tkwiłem zbyt długo, ale z drugiej strony ten czas nie był zmarnowany.



share

Musiałem sprawdzić ile czasu minęło od napisania i przesłania powieści do niemal wszystkich wydawnictw w Polsce i sam byłem zaskoczony, że mija drugi rok. Niesamowita historia jeśli pomyśleć, że głównym bohaterem powieści jest przedstawiciel mniejszości narodowej, którego pełne dramatycznych zwrotów życie zostało spisane niemal od narodzin, aż po śmierć. Dwa lata w Polsce wydaje się powieść i tylko dlatego tak długo, że autor ośmielił się pisać o życiowych wyborach nie-polskiego chłopca, mężczyzny, starca. Dziki kraj, antysemityzm pełną gębą, ale liczę, że tuż po wydaniu lawiną spłynie debata publiczna z udziałem innych „ofiar” antysemityzmu, jak choćby Maćka Stuhra, czy wiecznie prześladowanego Adama Michnika. Trudno mi ocenić na ile ta radosna dla mnie niespodzianka stanie się radością moich Czytelników, na ile zmartwi przeciwników i w jakim stopniu odmieni oblicze debaty.



share

Walka z wiatrakami już mi obrzydła, zresztą nie spodziewałem się innych efektów i mogę się tylko karmić gorzką satysfakcją, że niestety miałem rację pisząc powieść „Berek” w taki sposób jak została napisana. Dłużej nie zamierzam się zmagać z czymś co normalne nie jest i długo jeszcze nie będzie, o ile będzie kiedykolwiek. Podstawowe prawa marketingu głoszą, że jak masz jakąś sensację, to wrzuć ją na weekend. Przyszło mi to do głowy dopiero jak zacząłem wrzucać, niemniej na marketingu mi zależy. Powieść Berek jak dotąd przeczytała wąska grupa osób, głównie byli to ludzie, którzy pomagali przy korekcie i redakcji. Czy sobie tego życzą, czy też nie, dziękuję uroczyście w kolejności prac: mojej Żonie, Quackie, Solano.