Polska



share

Odróżnienie fikcji od rzeczywistości, powagi od żartu i mądrości od głupoty, przychodzi mi z coraz większym trudem. Trochę tłumaczę to sobie wiekiem i obniżką testosteronu, ale jako początkujący nestor ma też prawo podejrzewać, że jednak to nie ja i głupieję na starość, tylko dookoła dzieje się dziwnie. Przykładów mógłbym przywołać sporo, jednak najnowsze kuriozum szczególnie rzuciło się na oczy i temu poświęcam dzisiejszy felieton. Mamy ambicję, tak? Jasne, że mamy, przecież jesteśmy dymny krajem o bogatej historii i nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, a Moskala pogonimy za Ural. Tyle teorii, w praktyce wystarczy jeden amerykański telefon i w jednej chwili dumny naród przekształca się w kelnera.



share

Najłatwiej krytykować i przyłączać się do „hejtu”, ale mam usprawiedliwienie, od początku piszę, że idea szklanych domów w wykonaniu Morawieckiego, jaka sama nazwa wskazuje, jest czystą fikcją. Z programów „milion coś tam”, konsekwentnie nie zostaje nic lub zostaje niewiele. Tak było z milionem mieszkań i za pierwszym i za drugim razem, bo zwyczajnie nie da się walczyć z rynkiem deweloperów, w każdym razie nie w takiej skali. Jestem też prawie pewien, chociaż chętnie odszczekam, że Polska nie stanie się potęgą w produkcji samochodów elektrycznych, czego w ogóle mądrym kierunkiem rozwoju nazwać się nie da. Twierdziłem, twierdzę i będę twierdził, że wiatraki zamiast elektrowni atomowej, czy samochodziki na baterie zamiast przemysłu motoryzacyjnego, to przejaw „murzyńskości”.



share

Tradycji stało się zadość, ci sami „eksperci” i doradcy, którzy w „j..ć PiS” widzieli nowy zryw społeczny i bunt młodych, teraz płaczą po studiach, że obrażenie większości Polaków nie może przynieść zwycięstwa. I to jest jedna część nieodzownego rytuału, w drugiej wracają do tych samych błędów i tworzą jakieś odrealnione teorie o „Polsce Trzaskowskiego”. W tej Polsce, jak słusznie zauważył Zyberytowicz, nie było ani jednej polskiej flagi w czasie wieczoru wyborczego i to nawet nie jest wierzchołek góry lodowej. Oczywiście nic podobnego jak „Polska Trzaskowskiego” nie istnieje i wystarczy elementarna znajomość matematyki, aby zobaczyć, co się naprawdę stało i że nic nowego się nie stało.

Strony